Myślę więc jestem. Jestem, to nie ulega watpliwości. Jestem wolny od uprzedzeń, faszyzmu, komunizmu, rasizmu, feminizmu, homoseksualizmu!!!! Toleruję wszystko i wszystkich, pod warunkiem, że nie mają zamiaru zamykać mnie w obozie koncentracyjnym, korekcyjnym, ośrodku poprawczym, czy w więzieniu, za moje przekonania. Mysle, wiec pytam: dlaczego, Kmicic to bohater i mamy brac z niego przyklad, a Jaruzelski to zdrajca? Moze obaj to zdrajcy?
I CO JA BYM CHCIAL POWIEDZIEC?
WIEC CHCE POWIEDZIEC...
NIECH SIE STANIE SWIATLO!!!!!!
i oby jak najszybciej....
CZY JEST NA TO SZANSA?
OBY TAK.......
I jak?
Jest rzeczą oczywistą, że zawiść i nienawiść są wykorzystywane jedynie po to, by judzić jedne warstwy społeczne przeciw innym, by wywoływać konflikty społeczne, by gnębić i niszczyć - chodzi przecież o zdobycie władzy.
wtorek, 18 września 2007
piątek, 14 września 2007
Po co to pisze?
i jeszcze bardziej z prawej, takie sobie smieszne porownanie z tym co sie dzieje dzisiaj w Polsce
autor: gość
Kaczyńscy to tragedia dla Polski , dlaczego nas to spotkało ?
Minister Zero!
Przygodę z wymiarem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaczął już na studiach, prowadząc śledztwo przeciwko swoim kolegom
Na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego trudno znaleźć profesorów, którzy zapamiętali studenta Zbigniewa Ziobrę.
.onet-ad-main2-box { display: none }
REKLAMA
Czytaj dalej
Nie wyróżniał się ani wynikami w nauce, bo na koniec miał średnią 3,84, ani też działalnością w kołach naukowych czy organizacjach studenckich. Bardziej zapamiętali go księża z podyplomowych studiów homiletyki przy krakowskiej Papieskiej Akademii Teologicznej, gdzie uczył się sztuki kaznodziejstwa. Wraz z księżmi z całej Polski poznawał sztukę komunikowania się z ludźmi, przekonywania ich do wartości chrześcijańskich, pośredniczenia między człowiekiem a Bogiem. Uczył się tam tłumaczenia wiernym bożych wartości, a może bardziej przekonywania ich do własnych poglądów. Ks. dr hab. Wiesław Przyczyna, twórca tych studiów uczących księży wygłaszania kazań, zapamiętał Ziobrę jako zdolnego absolwenta.
Zbigniew Ziobro, fot. TVN24Dlaczego obecnemu ministrowi sprawiedliwości nie wystarczały na studiach prawniczych zajęcia z retoryki? Być może już wtedy przygotowywał się do wystąpień na forum publicznym, chociaż kolegom ze studiów mówił tylko, że chce być prokuratorem.Prokuratorem jednak Zbigniew Ziobro nie został, choć odbył aplikację w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach i w 1997 r. zdał egzamin prokuratorski. Podobno miał z tym kłopoty i dlatego nie objął stanowiska asesora prokuratorskiego, ale jak było naprawdę, trudno stwierdzić. W swoim życiu przeprowadził osobiście tylko jedno śledztwo, które trwało 10 lat i skończyło się jego porażką. A śledztwo dotyczyło dwóch najbliższych kolegów ze studiów – Jarka i Marka. Trudno dzisiaj zrozumieć postępowanie ministra Ziobry bez poznania metod śledczych studenta Ziobry.Donos prewencyjnyDo czasu studiów w Krakowie Zbigniew Ziobro przebywał w Krynicy, gdzie jego ojciec, dr Jerzy Ziobro, pełnił w latach 1961-1997 kolejno funkcje ordynatora i dyrektora Szpitala Uzdrowiskowego, zastępcy lekarza naczelnego, a potem dyrektora ds. lecznictwa Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. W liceum w jednej ławce siedział z Jarosławem G. Ich rodzice również się przyjaźnili i dlatego gdy Zbigniew dostał się na prawo, a Jarosław na rolnictwo, padła propozycja, aby zamieszkali we wspólnie wynajętym mieszkaniu.Na swoim roku studiów Jarosław G. poznał pochodzącego z Radoczy koło Wadowic Marka K. i przedstawił go Zbigniewowi Ziobrze. Odtąd dwaj "rolnicy” i prawnik stanowili trójkę przyjaciół. Aż tu pewnego dnia Zbigniew oznajmił Jarkowi, że ma on się wyprowadzić. Jako oficjalny powód podał, że przyjeżdża do niego ojciec i musi mieć wolne łóżko. Jarek nie mógł zrozumieć tej nagłej decyzji kolegi, z którym przyjaźnił się od dzieciństwa. Pytali też o to sędziowie w czasie rozpraw.– Celowo go okłamałem, że nie będzie mógł u mnie mieszkać z powodu przyjazdu ojca, a taką decyzję powziąłem, gdyż nie odpowiadała mi jego postawa wobec życia, jego poglądy – powiedział w sądzie.Jak wyjaśnił Zbigniew Ziobro na następnych rozprawach, te niesłuszne poglądy Jarka to jego stosunek do życia, chęć zabawienia się kosztem innych. To samo zarzucił Markowi. Zupełnie jednak stracił zaufanie do Jarka, gdy ten wyprowadził się do akademika i oddał mu klucze. Zbyszek popatrzył na przekazane dwa klucze, do bramy na dole oraz do mieszkania, i zarzucił Jarkowi, że nie są to te same klucze, które razem dorabiali. Jarek zaprzeczał, ale Zbyszek był pewien, że Jarek wyprowadzając się, musiał dorobić sobie zapasowy komplet.Zaraz po wyprowadzeniu się kolegi Ziobro złożył na policji doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez swoich kolegów, Jarka i Marka, którzy najprawdopodobniej dorobili klucze do jego mieszkania. Gdyby więc doszło do kradzieży, to policja ma informacje, gdzie szukać sprawców. Takie profilaktyczne wskazanie ewentualnych przestępców. Kto inny, zamiast angażować policję, zapewne wymieniłby po prostu wkładkę w zamku po wyprowadzce współlokatora. Tylko że w takim przypadku nie byłoby ścigania przestępców.
Metody śledztwaPo wytknięciu kolegom niesłusznych poglądów i przedstawieniu zarzutów, że Jarek dorobił dodatkowy komplet kluczy, logiczne byłoby zerwanie wzajemnych kontaktów. Tak się jednak nie stało. Zbigniew Ziobro zataił przed nimi informację, że był na policji, incydent uznał za niebyły i jakby nigdy nic spotykał się z Jarkiem i Markiem. Obydwaj nie wiedzieli, że są w kręgu podejrzenia ich kolegi, który prowadzi przeciwko nim swoje śledztwo.Cała trójka spotkała się na imprezie w akademiku u Jarka, gdzie Zbyszek obydwu kolegom pożyczył sporą kwotę. Oddali mu w terminie, po dwóch miesiącach, i jeszcze trochę dołożyli. Następna impreza odbyła się w mieszkaniu Zbyszka, gdzie koledzy przynieśli butelkę, aby odwdzięczyć mu się za pożyczkę. Wypili alkohol, pogadali i wtedy Zbigniew Ziobro po raz kolejny doszedł do wniosku, że mają niesłuszne poglądy i nie jest to dla niego towarzystwo. Nic im jednak nie powiedział i kontaktów nie zerwał.Niedługo po tej ostatniej imprezie Zbigniew Ziobro zaczął odbierać najpierw głuche telefony, potem z wyzwiskami pod jego adresem. Przypuszczał, że to telefonował Marek, ale nie był pewien, więc nie zgłaszał niczego na policję. Potem nadchodziły anonimy z wyzwiskami. Gdy ktoś 12 razy zatelefonował do rodziców Ziobry w Krynicy i mówił o Zbigniewie jako "synu czerwonej krynickiej świni", miarka się przebrała. Dr Jerzy Ziobro przyjechał do Krakowa i nakłonił syna do zgłoszenia sprawy na policję. Zbigniew Ziobro stwierdził, że najpierw musi złapać sprawców.W kręgu podejrzenia znaleźli się jego dwaj niedawni przyjaciele, Jarek i Marek, z którymi postanowił nadal się spotykać, tym razem w celach śledczych. Na wszystkie spotkania przychodził z ukrytym magnetofonem i rejestrował ich przebieg. Wracał do domu i porównywał głosy biesiadników z głosami z telefonu. Nadal podejrzewał, że anonimowym dzwoniącym jest Marek, ale nie był pewien i dlatego postanowił zrobić prowokację. W jednym z pubów pokazał Markowi wyciąg ze swojego konta w biurze maklerskim, z którego wynikało, że zarobił 100 mln, oczywiście w starych złotych. Tak rzeczywiście było, gdyż szczęście mu wtedy na giełdzie dopisywało.Prowokację uznał za udaną, bo wkrótce w anonimach znalazło się żądanie okupu, najpierw 5 mln, potem 30 mln starych złotych. Nadawca znał dokładnie jego adres wraz z kodem pocztowym, wiedział, że nie należy do biednych, ale co do charakteru pisma Zbigniew Ziobro ciągle nie był pewien.Następną prowokacją była próba kupienia od obydwu kolegów narkotyków. Też zjawił się na spotkaniu z włączonym magnetofonem, ale Jarek i Marek stwierdzili, że nie mają nic z tych rzeczy do sprzedania.Potem Ziobro zauważył, że anonimy przychodzą zawsze tydzień przed wizytą Jarka u niego w domu, a następnie tydzień później. Pokazywał je Jarkowi, ale on nie reagował. W czasie jednej z wizyt Zbyszek wyraził zdziwienie, że ktoś pisze ręcznie, bo przecież łatwo poznać charakter pisma. Trudniej byłoby rozszyfrować nadawcę, gdyby je pisał literami drukowanymi. Kolejny anonim był już tak napisany.Zbigniew Ziobro po zgromadzeniu materiału dowodowego, w którym za autora telefonów i anonimów uznał Marka K., złożył formalne doniesienie o przestępstwie. Wcześnie rano po Marka K. przyjechali policjanci, skuli go i przewieźli na komisariat. Do niczego się nie przyznał i wypowiedział kilka uwag na temat stanu głowy swojego kolegi. Również Jarek był przesłuchiwany i też nie przyznał się do pomagania w pisaniu anonimów.Sądy różnych instancji pytały Ziobrę, dlaczego sam prowadził śledztwo, zamiast powiadomić policję. Za każdym razem odpowiedź była jednakowa: – Nie miałem zaufania do policji, obawiałem się, że podejdą do tego rutynowo. Chciałem przeciwstawić się sprawcom w sposób aktywny.Praca dla grafologówWiosną 1994 r. Marek K. został oskarżony o telefonowanie i pisanie anonimów do swojego kolegi, Zbigniewa Ziobry, w których miał mu grozić pozbawieniem życia i żądać okupu. W trakcie procesu sąd odrzucił cały materiał dowodowy zebrany przez Ziobrę, występującego jako oskarżyciel posiłkowy, i swój werdykt oparł jedynie na ekspertyzie grafologa prof. Antoniego Felusia, który stwierdził, że to Marek K. był autorem anonimów. Sąd skazał go na rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata i 5 mln starych złotych grzywny. Ziobro triumfował, choć jego praca w postaci wielu taśm z nagraniami pijących wódkę kolegów nie została doceniona.
Marek K. odwołał się od tej decyzji, żądając drugiej ekspertyzy, i w następnym procesie został uniewinniony, gdyż biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych stwierdzili, że nie można jednoznacznie stwierdzić, iż anonimy są pisane jego ręką.Na skutek apelacji wniesionej przez obydwie strony Sąd Wojewódzki podtrzymał wyrok uniewinniający Marka K. Na skutek wniosku o kasację wniesionego przez pełnomocnika Zbigniewa Ziobry przez pięć lat sprawą zajmował się Sąd Najwyższy, który wyszedł z założenia, że w przypadku sprzeczności pomiędzy dwiema ekspertyzami należy powołać trzeciego biegłego, i przekazał sprawę ponownie Sądowi Okręgowemu w Krakowie, który zlecił ekspertyzę Centralnemu Laboratorium Kryminalistycznemu Komendy Głównej Policji. Po bardzo dokładnych badaniach, które – jak wynika z kosztorysu – trwały 174 godziny, biegli Komendy Głównej Policji wykluczyli, by Marek K. był autorem anonimów.Ten wyrok znowu został przez prokuratora i pełnomocnika Ziobry zaskarżony i w kolejnym procesie, przed sądem odwoławczym, Marek K. został już ostatecznie uniewinniony.Metody ZiobryW czasie tych toczących się 10 lat procesów sąd wielokrotnie wyrażał zdziwienie dowodami przedstawionymi przez śledczego Ziobrę.Oto np. powołał on na świadka swojego młodszego brata Witolda, prawnika (obecnie doradcę PiS w Parlamencie Europejskim), który stwierdził, że głos w słuchawce jest głosem Marka K. Po takim oświadczeniu sąd spytał, jak świadek mógł zidentyfikować głos w słuchawce, skoro nigdy wcześniej oskarżonego nie spotkał, a na sali sądowej nie zdołał on jeszcze nic powiedzieć.Poszczególne sądy zupełnie zlekceważyły dorobek Ziobry w nagrywaniu kolegów, prowokowaniu, analizowaniu ich zachowań. Jeden z sędziów napisał nawet, że jest zdziwiony przedstawianiem takich dowodów przez prawnika.Jarek i Marek dopiero po kilku latach dowiedzieli się, że byli zgłoszeni na policji jako potencjalni złodzieje i gdyby coś zginęło z mieszkania Ziobry, byliby potencjalnymi sprawcami.
czwartek, 13 września 2007
a moze byc tak pieknie, tak spokojnie, normalnie
Troche z prawej
• jedna ideologia
• jedna partia
• kult jednostki otaczający wodza•
aparat przymusu politycznego represji
• gospodarka centralnie sterowana
• brak wolnych mediów wobec ich podporządkowania władzy
• militaryzacja i tzw. państwo policyjne
Oj blisko, blisko...cieplo, cieplo
środa, 12 września 2007
Do najważniejszych wspólnych cech propagandy lewicy w obu tych tak różnych okresach historycznych, należy ciągłe usprawiedliwianie terroru zagrożeniem ze strony przeciwników zewnętrznych i wewnętrznych, skłonność do tropienia kolejnych "wrogów ludu" i ich potępiania, prowadzącego ostatecznie do fizycznej likwidacji, skłonność do wyniszczania wszystkich oponentów czy tylko podejrzanych, bez względu na ich zasługi dla kraju, czy niezwykle cenne umiejętności.
Podstawa teoretyczna z lewej strony
prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak
Manipulacje propagandy lewicowej od rewolucji francuskiej do fałszów bolszewizmu i komunizmu prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak
Lewica (radykalna lewica od jakobinów po komunistów) od paru stuleci stosuje te same formy manipulacji w propagandzie. Od Rewolucji Francuskiej 1789-1795 poprzez przewrót bolszewicki 1917 roku i rządy komunistycznego totalitaryzmu lewica odwoływała się w swych hasłach do stereotypów opartych na nienawiści i apoteozie terroru wobec wszystkich inaczej myślących. Rzeczową dyskusję opartą na faktach u lewicy zawsze zastępowało wymyślanie na oponentów i ich etykietkowanie jako "wrogów ludzi" i "kontrrewolucjonistów". Nawet dziś metody etykietkowania oponentów stanowią główną "broń" w arsenale lewicy. Tyle tylko, że dawną XVIII-wieczną gilotynę i XX-wieczne egzekucje na procesach pokazowych i w łagrach, dziś zastępują tylko kolejne eskalacje ataków medialnych na winnych "niepoprawności politycznej", wymyślanie im od "faszystów", "ciemnych klerykałów", "nacjonalistów" i "antysemitów''.
Do najważniejszych wspólnych cech propagandy lewicy w obu tych tak różnych okresach historycznych, należy ciągłe usprawiedliwianie terroru zagrożeniem ze strony przeciwników zewnętrznych i wewnętrznych, skłonność do tropienia kolejnych "wrogów ludu" i ich potępiania, prowadzącego ostatecznie do fizycznej likwidacji, skłonność do wyniszczania wszystkich oponentów czy tylko podejrzanych, bez względu na ich zasługi dla kraju, czy niezwykle cenne umiejętności. Podobne w obu okresach były tendencje do nieubłaganej walki z Kościołem i religią, wandalizm w odniesieniu do zabytków oraz cennych tradycji narodowych i religijnych.
Czymś, co niezwykle mocno łączy machiny propagandy francuskich jakobinów i bolszewizmu Rosji sowieckiej jest ogrom obłudy, cechującej oba typy propagandy, niebywałe rozmiary zdeformowania przez nich swoich własnych haseł w praktyce działania. Obie machiny propagandowe cechowało to samo orwellowskie dwój-myślenie, z tym, że fałsze propagandy jakobińskiej nie znalazły odpowiedniego demaskatora na miarę Orwella.
Dość przypomnieć choćby najsłynniejsze hasła Rewolucji Francuskiej, proklamowane 30 czerwca 1793 roku: "Liberté, egalité, fraternité" (Wolność, równość, braterstwo). O jakiej wolności można było mówić za rządów jakobinów, w czasach despotyzmu terroru rewolucyjnego i zniszczenia wolności gospodarczej (pod tym względem też niebywałe prekursorstwo wobec sowieckiego totalitaryzmu)? Co wspólnego z równością miały nagminne praktyki grabieży mienia dziesiątków tysięcy różnych "podejrzanych" przez "równiejszych" jakobińskich funkcjonariuszy terrorystycznego aparatu władzy? I wreszcie, wręcz groteskowe było mówienie o braterstwie we Francji jakobińskiej, rozdzieranej przez straszne walki frakcyjne, po których pokonani rywale byli masowo gilotynowani.
Rewolucyjny terror a fałsze o "erze wolności''
Analizując przeróżne wypowiedzi propagandowe doby rządów jakobińskich 1793-1794 ciągle natyka się na odmienianie w różnych przypadkach frazesów o niebywałej "erze wolności", w jaką jakoby weszła ówczesna Francja, promieniując z kolei tą ekstazą wolności na wszystkie inne narody. Sankiulocka czapka frygijska i "drzewka wolności" mają wszędzie symbolizować tę szczęśliwą "wolność" ówczesnych pokoleń Francuzów. A wszystko to dzieje się akurat w czasie, gdy rewolucyjny terror, uderzający we wszystkich "myślących inaczej", czy tylko o to podejrzanych, zbiera coraz okrutniejsze żniwo. Był to czas, gdy ofiarami podejrzeń, oskarżeń o "wrogość do ludu " padały dziesiątki tysięcy osób. Z jakąż łatwością rzucano oskarżenia o zdradę!
Nie kto inny, jak przyjaciele rzekomo tak "humanistycznego" Dantona (vide film A. Wajdy "Danton"): Barras i Feron, chełpili się w sprawozdaniu do władz paryskich kierowanymi przez siebie represjami w Tulonie: "Powołaliśmy komisję spośród szczerych sankiulotów paryskich (...) Rozpoczęła ona działalność przed 2 dniami dobrze wywiązując się ze swoich zadań (...) Już 800 zdrajców tulońskich poniosło karę śmierci". [przyp 1: A. Mathiez: Rewolucja Francuska, Warszawa 1956, s. 536.] 800 osób straconych w ciągu zaledwie dwóch dni pod nadzorem przyjaciół "liberalnego Dantona"! A są to dane niezaprzeczalne - wszak podawane za książką głośnego francuskiego, marksistowskiego historyka, jednoznacznie wyrażającego swe sympatie do czasów rządów jakobińskich, tyle, że nie bezkrytycznego. Swoistym smutnym symbolem całkowitej sprzeczności sankiulockich tyrad o wolności z rozszalałą praktyką rewolucyjnego terroru stały się ostatnie słowa pani Roland. Ta najsłynniejsza z kobiet Rewolucji Francuskiej wypowiedziała na krótko przed zgilotynowaniem słowa: " O wolności! O wolności! Jakież zbrodnie popełnia się w twoim imieniu!".
W Polsce obraz wydarzeń doby Rewolucji Francuskiej lat 1789-1795, łącznie z jej najhaniebniejszym okresem - czasami rządów jakobińskich 1793-1794, przez dziesięciolecia PRL-u był utrwalany w sposób jednostronny i panegiryczny, "dzięki" dominującym w historiografii tego tematu naukowcom jak np. nasz rodzimy wielbiciel jakobinów i Robespierre'a - profesor Jan Baszkiewicz. Panegirycznym uproszczeniom sprzyjał fakt, że - ze względu na blokadę carskiej cenzury - w Polsce nigdy nie przełożono ogromnej części najwybitniejszych książek o historii Rewolucji Francuskiej, od prac Thiersa, Micheleta i Lamartine'a po Carlyle'a i Ouineta.
Nieznajomość tych dzieł, i w ogóle szerszej faktografii, ukazującej w pełni blaski i cienie dziejów Rewolucji Francuskiej, bardzo ułatwiła później jej skrajnie apologetyczne zafałszowanie w dobie PRL-u. Niewiedza o prawdziwej historii tamtych lat w Polsce jest niestety i dziś dość powszechna. Dlatego bezkrytycznie przyjęto w quasi "opozycyjnym" filmie A. Wajdy "Danton" potraktowanie jednego z czołowych przywódców rewolucyjnych - Georgesa Dantona jako rzekomo pełnego skrupułów "demokraty" i "humanisty", mającego wręcz organiczny wstręt do terroru.
W rzeczywistości ten tak wyidealizowany przez Wajdę Danton, jako minister sprawiedliwości w czasie masakry więźniów we wrześniu 1792 roku (zamordowano 1340 osób), "wsławił się" wręcz haniebnym zachowaniem. Proszony o to, by jako minister, zapobiegł masakrom na więźniach, odburknął: "Gwiżdżę na więźniów, niech się dzieje z nimi, co chce" [przyp.2: A. Soboul: Histoire de la révolution francaise, Paris 1962, t. I, s.30.] Co więcej, później publicznie usprawiedliwiał popełnione rzezie mówiąc, że rozprawiono się wyłącznie z "tłumem konspiratorów i nędzników". I dodawał: "Chciałem, by cała młodzież paryska przybyła do Szampanii splamiona krwią, co dałoby mi gwarancję jej wierności. Chciałem oddzielić ją od emigrantów rzeką krwi (...)" [ przyp.3: A. Mathiez: op.cit., s.225.] .Faktycznie, haniebnie "splamiony krwią" był sam minister sprawiedliwości, Danton, tolerujący rzezie setek niewinnych osób (w tym około 300 księży).
Należy się dziwić pokutowaniu panegirycznych propagandowych stereotypów na jego temat, choćby w filmie Wajdy, pokazywaniu go jako "olbrzyma" czasów Rewolucji. Upiększona propagandowa wizja rządów jakobińskich nie była w dobie PRL-u przypadkowa, wszak jakże słusznie komuniści różnych krajów czuli się spadkobiercami ich okrutnych idei i praktyk. Stąd też skwapliwie milczano w pracach polskich PZPR-owskich historyków z "jakobińskim" zacięciem, o najbardziej kompromitujących wyczynach jakobińskiego terroru. Profesor Baszkiewicz np. w swych książkach o Dantonie i Robespierze, przemilczał w ogóle sprawę stracenia przez rewolucyjnych katów największego francuskiego uczonego owych czasów A. Lavoisiera.
Publikacje PRL-owskie, idealizujące wciąż jakobinów, ukrywały prawdę o jakobińskich planach eksterminacji dużej części własnego narodu. Na przykład osławiony kat Nantes Jean Baptiste Carrier oświadczył kiedyś, że "Francja nie może wyżywić swojej zbyt licznej 1udności, ażeby zaś temu zaradzić, należy wytępić księży, szlachtę i mieszczan" [przyp 4: P. Gaxotte, Wielka Rewolucja Francuska, Warszawa 1939, s.265.] Gaxotte pisał, że tenże Carrier miał kiedyś powiedzieć: "Raczej zamienimy Francję w cmentarz, niż odstąpimy od zamiaru odrodzenia jej po naszej myśli". [ przyp.5: Tamże.] Po upadku jakobinów Carrier został stracony (w październiku 1794 roku), jako winny zamordowania ponad 2400 osób, w tym kobiet i dzieci. Jakobiński terror traktowany był przez jego fanatycznych inicjatorów jako rodzaj swoistego oczyszczenia, które utoruje drogę do powstania szczególnego typu nowego człowieka - człowieka rewolucyjnego. (Tak jak później za rządów bolszewików bezlitosny terror miał ułatwić powstanie generacji, złożonej wyłącznie z ludzi reprezentujących postacie nowego typu - nowego człowieka socjalistycznego, "na miarę" leninowskich, a później stalinowskich czasów).
Jeden z wybitniejszych współczesnych, francuskich badaczy czasów rewolucji François Furet, tak pisał o jakobińskiej koncepcji rewolucji, ukształtowanej w czasach terroru: "Terror to rządy strachu, które w myśl teorii Robespierre'a są rządami cnoty. Terror uruchomiony dla unicestwienia arystokracji, staje się ostatecznie środkiem eliminacji niegodziwców i zwalczania przestępstw. Od tej pory współistnieje z rewolucją, jest jej nieodłącznym elementem, tylko on bowiem może przyczynić się do powstania Republiki obywateli. (...) Jeśli zaś Republika wolnych obywateli nie może jeszcze powstać, to dlatego, że ludzie skażeni przeszłością są źli; za pomocą terroru Rewolucja, ta nie opisana i zupełnie nowa historia, stworzy nowego człowieka". [przyp 6: Cyt. za: Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Warszawa 1999, s.682.]
Współautor słynnej "Czarnej księgi komunizmu" Stéphane Courtois niedwuznacznie wskazywał na prekursorstwo francuskiego terroru jakobińskiego wobec terroru bolszewickiego, stwierdzając: "Niektóre metody stosowane w okresie terroru - manipulacja napięciami społecznymi przez frakcję jakobińską, zaognienie fanatyzmu ideologicznego i politycznego, prowadzenie wyniszczającej wojny ze zbuntowaną częścią chłopstwa - można uznać za zapowiedź działań bolszewików.
Niewątpliwie, Robespierre położył pierwszy kamień na drodze, która później zawiodła Lenina do terroru. Czy podczas głosowania praw prairiala Robespierre nie oświadczył przed Konwentem: "Aby ukarać wrogów ojczyzny, wystarczy ustalić, kim są. Mniej zresztą chodzi o ich ukaranie, raczej o ich unicestwienie". [przyp. 7: Por. tamże, s.682.] Przyjaciel Robespierre'a, fanatyczny jakobin Saint-Just "wsławił się" innym zaleceniem, jakże godnym późniejszych bolszewickich katów: "Karzcie nie tylko zdrajców, lecz nawet obojętnych; karzcie każdego. kto zachowuje się w republice biernie i nic dla niej nie robi". [przyp 8: P. Jasienica: Rozważania o wojnie domowej, Kraków 1985, s.114.] XX-wieczni przywódcy komunistyczni, typu osławionego czerwonego dyktatora Węgier Mátyása Rákosiego, głosili na każdym kroku hasło: "Kto nie z nami, ten przeciw nam!".
W propagandzie jakobińskiej ważne miejsce zajmowało ciągłe demaskowanie domniemanych spisków wrogów Rewolucji. Kompan Robespierre'a, Antoine-Luis-Leon Saint-Just alarmował w przemówieniu z 10 października 1973 r.: "W republice istnieją spiski. Spisek nieprzyjaciół zewnętrznych, spisek złodziei, którzy służą republice po to jedynie, by ją wysysać, a którzy doprowadzą ją do zguby z wyczerpania". [przyp. 9: Cyt. za A. Mathiez, op.cit., s.508]. Spiskową teorię Saint-Justa błyskawicznie wsparł tego samego dnia i sam Robespierre, ostrzegając: "Od początku rewolucji należało zwrócić uwagę, że istnieją we Francji dwa różne źródła niepokojów: spisek angielsko-pruski i austriacki (...)". [przyp. 10: Tamże, s.508.]
Rozwijając swe oskarżenia o spiski, Robespierre wystąpił ze skrajnymi, ksenofobicznymi oskarżeniami przeciwko przebywającym we Francji cudzoziemcom, akcentując: "Żywię instynktowną nieufność do tych wszystkich cudzoziemców, których oblicze zakrywa maska patriotyzmu i którzy wysilają się, by uchodzić za bardziej energicznych niż my sami. Są to agenci obcych mocarstw, gdyż wiem dobrze, że wrogowie nasi nie omieszkali sobie powiedzieć: emisariusze muszą okazywać najgorętszy, najbardziej przesadny patriotyzm, aby jak najłatwiej wślizgnąć się do naszych komitetów i zgromadzeń. To oni sieją niezgodę, to oni krążą wokół obywateli najbardziej godnych szacunku, wokół prawodawców najbardziej nawet niesprzedajnych; posługują się oni jadem moderantyzmu i sztuką przesady, by podsuwać nam poglądy sprzyjające w mniejszym lub większym stopniu ich tajemnym celom..." [przyp 11: Por. tamże, s.509.]
W ślad za tak wyrażonymi podejrzeniami Robespierre'a szybko poszły aresztowania różnych podejrzanych cudzoziemców, nawet tych, którzy dotąd dawali niejednokrotnie wyraz niewzruszonego poparcia dla rewolucji. Bo jeśli sam Robespierre ich podejrzewa... to na pewno nie ma dymu bez ognia! 6 września 1793 roku rewolucyjna Konwencja podjęła uchwałę nakazującą aresztowanie wszystkich cudzoziemców, prócz robotników, artystów i tych wszystkich, którym uda się na czas dostarczyć dowody swego prawdziwego przywiązania do rewolucji i Republiki. Już 11 dni później uchwalono jedno z najstraszniejszych praw doby jakobińskiej - dekret o podejrzanych. Stanowił on dogodną postawę do inicjowania kolejnych fal zmasowanego terroru.
Artykuł drugi wspomnianego dekretu, tak definiował osoby, które zostają uznane za podejrzane:
§ "Ci, którzy swym zachowaniem, bądź dzięki znajomościom albo też poprzez swe opinie wyrażone czy też napisane dali się poznać jako zwolennicy tyranii lub federalizmu albo też jako wrogowie wolności;
§ Ci, którzy nie zdołają udowodnić zgodnie z dekretem z 21 marca (dekret dotyczy powołania komitetów rewolucyjnych) źródeł swego utrzymania bądź wypełniania swych obywatelskich zobowiązań;
§ Ci, którym odmówiono certyfikatów lojalności obywatelskiej; § Urzędnicy zawieszeni w prawach, których im następnie nie przywrócono;
§ Dawna szlachta, mężczyźni i kobiety oraz ojcowie, matki, synowie, córki, bracia, siostry i agenci emigrantów, którzy nie dość okazywali swe poparcie dla rewolucji".
[przyp. 12: J. Baszkiewicz, S. Meller, Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie, Warszawa 1983, s.300-301.] Szczególnie straszny był 5 punkt dekretu, umożliwiający bezlitosne prześladowanie wszystkich członków rodzin - podejrzanych ze szlachty i emigracji. Do złudzenia przypominało to późniejsze zbiorowe represje bolszewickie wobec członków rodzin wszystkich uwięzionych i skazanych "wrogów ludu". Ciągle wprowadzano nowe "udoskonalenia" w terroryzowaniu obywateli, poszerzające ilość podejrzanych. Dekret z 16 kwietnia 1794 roku skazywał na zesłanie do Gujany każdego obywatela, nie utrzymującego się z pracy, "któremu udowodniono, że narzeka na rząd" [przyp 13: P. Gaxotte, op.cit., s.294.]
Najszerszy zakres "zbrodni", zagrożonych konfiskatą majątku i śmiercią zawarto w sławetnej ustawie z 10 czerwca 1794 roku. Poza zagrożonymi szafotem osobami "bezczeszczącymi lub usiłującymi obalić Konwent Narodowy i rząd rewolucyjny" do osób "zasługujących" na gilotynę zaliczono m.in. tych, którzy utrudniają akcję aprowizacyjną (a więc rolników i kupców, opierających się przeciw narzucaniu im ograniczeń płac). Szafot miał grozić również jako "wrogom ludu" obywatelom, szerzącym fałszywe pogłoski (wszystkim kumoszkom), czy tym, którzy usiłowali wprowadzić w błąd opinię publiczną lub wzbudzić malkontenckie zniechęcenie [przyp. 14: P. Gaxotte, op.cit., s.294.]
Kara gilotyny groziła również wszystkim tym, którzy prześladują lub oczerniają patriotów (czyli wszystkim oponentom jakobinów). Ustawa przewidywała niebywałe "ułatwienia" w ferowaniu wyroków skazujących, znosząc obowiązek wstępnych przesłuchań świadków i uniemożliwiając dopuszczenie obrońców do oskarżonych. Jedynym wyrokiem w sądzonych za omówione wyżej "zbrodnie" sprawach miał być wyrok śmierci [przyp. 15: Por.B. Melchior-Bonnet: Dictionnaire de la Révolution et de L'empire, Paris 1965, s.254.]
"Propaganda okrucieństw"
W propagandzie jakobińskiej szczególną rolę odgrywało ciągłe podtrzymywanie stanu wrzenia wśród mas Paryża przez straszenie ich groźbą kolejnych spisków i zdrad elementów "kontrrewolucyjnych". Jak pisał jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów rewolucji Pierre Gaxotte: "Zmyślone spiski, urojone rzezie, fałszywe alarmy utrzymywały ludzi w strachu nieokreślonym, lecz stałym".[przyp. 16: P. Gaxotte, op.cit., s.121.] W podsycaniu nienawiści rzesz ludu Paryża do ludzi tzw. ancien régime bardzo dużą rolę odgrywały świadomie wymyślane fałsze jakobińskich propagandystów. Na przykład jeden z najbliższych współpracowników Robespierre'a, Antoine Saint-Just bez wahania upowszechniał w swych tekstach istne brednie o rzekomych okrucieństwach króla Ludwika XVI: "W roku 1788 Ludwik XVI kazał wymordować w Paryżu, na ulicy Melée i na Pont-Neuf 8000 osób bez względu na płeć i wiek ofiar. Dwór królewski powtórzył te morderstwa na Polu Marsowym (...) wieszano rocznie 15 000 przemytników, łamano kołem 3000 osób". [przyp. 16: P. Gaxotte, op.cit., s.120.]
Komentujący te twierdzenia jako jednoznaczne "bajdy", Gaxotte pisał: "Takie słowa padały z trybuny Konwentu, były oklaskiwane, drukowane, wysyłane do najmniejszych wiosek, komentowane, powtarzane i upiększane. Wierni członkowie klubów wierzą wszystkiemu" [przyp 17: Tamże, s.120-121.] Sto kilkadziesiąt lat później w związku ze wzajemnymi oskarżeniami o okrucieństwa, o wojnie światowej wymyślono zwrot Greuelpropagande (propaganda okrucieństw). Fakty mówiły jednoznacznie - to francuscy jakobini byli "pomysłowymi" twórcami tego typu propagandy nienawiści. W umacnianiu i rozszerzaniu kolejnych faz propagandy nienawiści do "wrogów ludu" szczególnie mocno pomagało powoływanie się na toczoną przez Francję wojnę. Przywoływane zagrożenie zewnętrzne stanowiło nader chętnie używane usprawiedliwienie dla propagowania aktów przemocy wobec wszystkich "myślących inaczej", alibi dla rewolucyjnego bezprawia i terroru. Ponad sto lat później bolszewicy sięgali wciąż do tego samego argumentu - powoływanie się na obcą interwencję miało uzasadniać najkrwawszy, najbardziej rozpasany terror Czeki. (...)
Falsze propagandy bolszewickiej i komunistycznej
Fałsze propagandy bolszewickiej i komunistycznej to temat ogromny i niezwykle szeroko zróżnicowany. Początkowo dominują fałsze zmierzające do usprawiedliwienia okrutnego terroru wobec oponentów i zrzucania na nich i na interwencję zewnętrzną winy za głód i katastrofę gospodarczą Rosji. Później dochodzi fala fałszów przedstawiających sowieckie więzienie narodów jako "wspaniały" symbol równouprawnienia narodów, a sowiecką eksploatację społeczeństwa jako proletariacki "raj na ziemi". Wtóruje im ogromna ilość fałszów na temat rzekomych sowieckich "wyczynów gospodarczych", a później zapowiedzi, jak to ZSRR we wszystkim przegoni kapitalizm. Kolejne elementy manipulacji sowieckiej propagandy to usprawiedliwianie zaborów terytorialnych kosztem sąsiadów i oskarżanie Zachodu o forsowanie "zimnej wojny".
Wiążą się z tym przeróżne szczegółowe fałsze propagandowe (np. o tym, kto wywołał wojnę koreańską). Jedną z nader istotnych części manipulacji sowieckiej propagandy stanowią tłumaczenia kolejnych buntów narodów uciskanych (typu Powstania Węgierskiego 1956 r., Praskiej Wiosny w 1968 r., czy ruchu "solidarności" w Polsce) złowieszczymi intrygami Zachodu, etc.. Ważną część w całokształcie manipulacji propagandy sowieckiej stanowią konsekwentne zabiegi o przyciągnięcie na Zachodzie jak największej ilości "fellow travellers": dziennikarzy, uczonych czy twórców gotowych z różnych powodów do powielania w swoich krajach najbardziej nawet zakłamanych stereotypów komunistycznej sowieckiej propagandy.
I wreszcie nowy typ manipulacji od połowy lat osiemdziesiątych, zmierzający i to skutecznie do ukształtowania na Zachodzie tzw. gorbomanii - przedstawienia Gorbaczowa jako prawdziwego demokraty i reformatora, któremu Zachód powinien jakoby maksymalnie i bez zastrzeżeń pomagać w swoim dobrze pojętym interesie. Brak miejsca nie pozwala tu oczywiście na zajęcie się tak wielostronnymi i różnorodnymi manipulacjami propagandy bolszewickiej i komunistycznej. Ograniczę się więc z konieczności do przedstawienia niektórych wycinkowych aspektów tych manipulacji, zwłaszcza tych, które stanowiły swoistą kontynuację manipulacji propagandy radykalnej lewicy doby Rewolucji Francuskiej.
Już na wstępie za szczególnie konieczne uważam zaznaczenie, że ogromny wpływ na sposób, w jaki stawiano zręby dyktatury komunistycznego totalitaryzmu w Rosji, miał wyjątkowy cynizm przywódców bolszewickich, od Lenina po Trockiego i Stalina. Jakże wymownie charakteryzuje ten cynizm, maksymalne nie liczenie się z cierpieniem mas rzekomych "zbawców ludu", wczesna wypowiedź Lenina, w reakcji na głód w regionie Samary w 1891 r. Lenin wyraził wtedy swą jednoznaczną satysfakcję z efektów klęski głodu, mówiąc: "Niszcząc przestarzałą gospodarkę chłopską głód przybliża nas obiektywnie do naszego ostatecznego celu, socjalizmu, który to etap następuje bezpośrednio po kapitalizmie. Głód niszczy także wiarę nie tylko w cara, ale i w Boga".
Propagandowa obłuda w czasach totalitarnego terroru
Winston Churchill powiedział kiedyś: "Komuniści są jak krokodyle, które kiedy otwierają paszcze, nie wiemy - uśmiechają się, czy chcą nas pożreć".
Trzeba rzeczywiście przyznać, że kolejni dyktatorzy komunistyczni, począwszy od Lenina i Stalina doprowadzili do perfekcji sztukę propagandowego zakłamania i obłudy. W czasie, gdy w Związku Sowieckim szalał w najlepsze krwawy terror Wielkiej Czystki, gdy ofiarą jego padały miliony osób, totalitarny dyktator Josif Wisarionowicz Stalin głosił w przemówieniu na zebraniu przedwyborczym w Moskwie 11 grudnia 1937r.: "Nigdy na świecie nie było takich (jak w ZSRR - J.R.N.) istotnie wolnych i istotnie demokratycznych wyborów. (...) Wybory odbywają się u nas (...) w atmosferze, powiedziałbym, wzajemnej przyjaźni, bowiem (...) nie ma właściwie komu wywierać presji na naród, aby wypaczyć jego wolę".
Szczególnie umiejętnie, perfekcyjnie wręcz Stalin umiał wykorzystywać naiwność niektórych, bardzo głośnych intelektualistów zachodnich, dla przekonania ich o swojej wielkoduszności i pragnieniach demokratycznych i humanistycznych, co było zresztą tym łatwiejsze, że bardzo chcieli mu wierzyć. Jakże wymowna pod tym względem była rozmowa Stalina z francuskim pisarzem, laureatem Nagrody Nobla Romain Rollandem. Skądinąd zachwycony obrazem tej fasadowej Rosji, jaka mu pokazali stalinowscy przewodnicy, Romain Rolland miał tylko jedno zastrzeżenie. Mówił o przykrym wrażeniu, jakie wywarło w Europie Zachodniej nagłe wykonanie naraz w ZSRR kilkuset zawieszonych wyroków śmierci na więźniach politycznych w odwet za skrytobójczy mord na Kirowie w 1934 r., skądinąd popełniony na zlecenie Stalina.
Stalin, który sam nakazał wykonanie wspomnianych wyroków śmierci, zaczął obłudnie wyjaśniać Rollandowi: "Oczywiście, że byłem przeciw tak okrutnej decyzji. Dojście do niej kosztowało mnie wiele bezsennych nocy. Ale cóż, takie są już u nas skutki demokracji na szczytach. Zostałem przegłosowany przez większość moich kolegów w Biurze Politycznym KC WKPb". (Zauroczony Stalinem Rolland, po tym wyjaśnieniu uważał, że Stalin jest jedyną nadzieją demokracji w Rosji, "jedynym Europejczykiem" wśród barbarzyńców).
Dla dyskredytowania przeciwników bolszewicy sięgali po najbardziej zohydzające ich porównania i zestawienia. Warto przypomnieć na przykład jak to jeden z czołowych przywódców bolszewickich uznał postulaty zbuntowanych marynarzy Kronsztadu i popierających ich robotników w 1921 roku za "eserowsko-czarnosecinne".
Obelżywe określenie "czarnosecinne" nawiązywało do osławionej Czarnej Sotni, najbardziej reakcyjnej i agresywnej formacji doby caryzmu. Jeden z współautorów "Czarnej Księgi komunizmu" Nicolas Werth zwrócił uwagę jak absurdalną deformacją było nazwanie postulatów zbuntowanych z Kronsztadu "czarnosecinnymi", wyliczając, że były one takie same jak żądania ogromnej większości obywateli po trzech latach dyktatury bolszewickiej: ponowne wybory do sowietów w tajnym głosowaniu i swobodnych dyskusjach; wolność słowa i prasy - sprecyzowano jednak - "dla robotników, chłopów, anarchistów i lewicowych partii socjalistycznych"; powszechne zrównanie racji żywnościowych oraz uwolnienie wszystkich więźniów politycznych, członków partii socjalistycznych, wszystkich robotników, chłopów, żołnierzy i marynarzy, uwięzionych za działalność w ruchu robotniczym lub chłopskim; utworzenie specjalnej komisji odpowiedzialnej za zbadanie spraw wszystkich osadzonych w więzieniach i obozach koncentracyjnych; zniesienie rekwizycji; rozwiązanie oddziałów specjalnych Czeka; absolutna wolność dla chłopów "robienia tego, co chcą, na swojej ziemi i hodowania własnego bydła, pod warunkiem, że będą sobie radzić własnymi środkami". [Por. S.Courtois i in.: "Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania", Warszawa 1999, s. 120].
Dla bolszewików najstraszniejsze nawet klęski żywiołowe stawały się głównie okazją do takiego manipulowania propagandą na temat ich skutków, by zrzucić winę za wszystko na swych najbardziej znienawidzonych przeciwników. Nader typowe pod tym względem było zachowanie Lenina w związku ze straszną klęską głodu na wiosnę 1922 roku. Lenin uznał, że właśnie wówczas na tle strasznych warunków i rozpaczy mas tym łatwiej będzie obrócić propagandowo ich gniew przeciwko Cerkwi prawosławnej, tak by udało się skonfiskować jej bogactwa. I nic nie liczyło się w tym momencie dla Lenina, że właśnie czołowi duchowni prawosławni od początku klęski głodu starali się maksymalnie organizować wsparcie dla jak najszerszych rzesz ludności dotkniętych tą klęską.
W liście do Biura Politycznego z 19 marca 1922 roku Lenin tak akcentował potrzebę wykorzystania klęski głodu dla zadania Cerkwi i duchowieństwu prawosławnemu śmiertelnego uderzenia w łeb.
Pisał: "W chwili, gdy tyle zagłodzonych istot żywi się ludzkim mięsem, gdy drogi usłane są setkami, tysiącami trupów, teraz i tylko teraz możemy (a w konsekwencji musimy) skonfiskować majątek Cerkwi ze straszną, bezlitosną energią (...) W innym momencie nie osiągniemy celu, gdyż tylko rozpacz wywołana głodem może zmusić masy do postawy wobec nas życzliwej lub przynajmniej neutralnej... Jestem więc przekonany, że jest to najlepszy moment do zgniecenia czarnosecinnego duchowieństwa w najbardziej zdecydowany i bezlitosny sposób i z taką brutalnością, by pamiętali o niej latami". (Już w 1922 roku według źródeł cerkiewnych zamordowano w Rosji 2691 popów, 1962 mnichów i 3447 mniszek).
Nader dobrą ilustracją rozmiarów komunistycznej obłudy było to, co się działo na Węgrzech po 1945 roku. Kraj ten przeżywał najkrwawszą w Europie dyktaturę komunistyczną pod rządami sekretarza generalnego tamtejszej partii komunistycznej WPP, osławionego "krwawego Macieja" (Matyasa Rakosiego). Ocenia się, że w owych czasach aż 2,5 mln. osób na 9,5 mln osób dotknęło różnego typu krzywdy (więzienia, egzekucje, wysiedlenia, deportacje do ZSRR, internowania, nadzór polityczny). I w czasie niebywałego nasilenia takiego stalinowskiego terroru komunistyczne władze węgierskie wprowadziły cynicznie nowy obowiązkowy zwyczaj witania się między towarzyszami partyjnymi, przy wchodzeniu do urzędów, etc. - słowem "Szabadsag" (Wolność!).
Podobnie ponurą groteską były słowa sowieckiego hymnu z doby najsroższego stalinizmu, mówiące o tym, że nie ma drugiego takiego kraju w świecie, gdzie tak wolno oddycha człowiek.
Poparcie dla grabieży
Podobnie jak w czasach jakobińskich rządów doby Rewolucji Francuskiej także i po przewrocie bolszewickim zyskiwano poparcie wśród dużej części warstw uboższych, głównie poprzez pobudzanie u nich nienawiści do bogatych. Propaganda bolszewicka starała się maksymalnie oddziaływać na najniższe instynkty motłochu, wręcz nawoływała do grabienia mienia środowisk lepiej usytuowanych (sławetne hasło "Grab zagrabione!").
Były sekretarz Stalina Borys Bażanow, który mając dość bolszewizmu zbiegł ostatecznie za granicę, pisał w swych wspomnieniach: "Istotą komunizmu jest wzbudzanie nienawiści biednych przeciw bogatszym. [Podkr. J.R.N.] Im ludzie są biedniejsi, prostsi, im mniej wiedzą, tym większe szanse powodzenia ma propaganda komunistyczna, tym lepsze warunki na sukces komunistycznej rewolucji. Sukces ten jest pewny w krajach Afryki, w biednych mrowiskach Azji, w rozwiniętych krajach Europy jak dotąd może być osiągnięty wyłącznie siłą - za pomocą radzieckich czołgów.
Jest rzeczą oczywistą, że zawiść i nienawiść są wykorzystywane jedynie po to, by judzić jedne warstwy społeczne przeciw innym, by wywoływać konflikty społeczne, by gnębić i niszczyć - chodzi przecież o zdobycie władzy. A później wszystko nabiera cech zorganizowanej katorgi, w której więzi się cały naród i którą rządzi wąska komunistyczna elita". (...)" Cel tej operacji to zbrojny rabunek w skali całego globu, zbudowanie światowego społeczeństwa niewolników, "robotyzacja" całego świata, którym okrutnie rządzić będą korzystający z absolutnej władzy i tępi biurokraci "partii" (...)" [B. Bażanow: "Byłem sekretarzem Stalina", Warszawa 1985, wyd. podziemne "Nowa", s. 186-187].
To granie przez bolszewików na instynktach zawiści i grabieży u plebsu, szybko zauważyli co bystrzejsi obserwatorzy bolszewizmu. By przypomnieć choćby jakże przejmujące zapiski pisarza - emigranta, Laureata Nobla w 1933 roku Iwana Bunina, który już 5 maja 1918 roku pisał jakże proroczo: "Czyż ci ludzie nie wiedzieli, że rewolucja to tylko krwawa gra w komórki do wynajęcia, kończąca się zawsze tylko tym, że lud, nawet jeśli uda mu się przez pewien czas posiedzieć, pobuszować i poświętować na miejscu panów, zawsze koniec-końców wpada z deszczu pod rynnę? [Podkr. J.R.N.] [J.Bunin: "Przeklęte dni", Warszawa 1983, wyd. podziemne Oficyna Liberałów, s. 30].
Te swe przewidywania skutków przewrotu bolszewickiego Bunin ilustrował różnymi przykładami z owych czasów terroru i grabieży, opisując na przykład pod datą 1 marca 1918 r.: "Gruzińskiemu opowiadał w tramwaju żołnierz: "Chodzę bez roboty, poszedłem do rady delegatów prosić o miejsce; miejsc, mówią, nie ma - ale masz tu dwa nakazy rewizji, możesz się nieźle obłowić. Posłałem ich do wszystkich diabłów - ja człowiek uczciwy..."" [Tamże, s. 12].
Niestety tak reagujący uczciwi należeli do mniejszości, hasła grabienia stawały się świetną okazją do pozyskiwania bolszewikom poparcia u motłochu. Podobnie jak propagandowe działania zmierzające do spektakularnego upokarzania ludzi bogatszych, dotąd znajdujących się na wierzchołkach społeczności, a teraz gnębionych jako rzekomych "kontrrewolucyjnych krwiopijców" i "burżujów". Typowe pod tym względem było opisane przez Bunina w dniu 10 czerwca 1918 r. Zebranie bolszewickiego Komitetu Wykonawczego w Kijowie. Zebrani natychmiast przywitali burzliwymi oklaskami wysuniętą przez niejakiego Feldmana propozycję, by "wykorzystać burżujów zamiast koni przy przewozie ładunków!" [Tamże, s. 35].
Autorem jednych z najwcześniejszych i najwnikliwszych zarazem obserwacji na temat bolszewizmu był słynny polski prozaik i eseista, przez wiele lat prezes Polskiego PEN-Clubu Jan Parandowski. Po pierwszej wojnie światowej przeżył on parę miesięcy pod rządami bolszewickimi w Saratowie i swe przeżycia odtworzył w wydanej już w 1919 roku książce "Bolszewizm i bolszewicy w Rosji". Książka ta zawiera wiele bardzo cennych uwag o istocie bolszewizmu, a również o roli części Żydów w bolszewickim przewrocie.
Ze szczególnym przerażeniem patrzył Parandowski na ogromną rolę wciąż podsycanej nienawiści klasowej w propagandzie bolszewickiej, tępienie tak zwanej burżuazji i inteligencji, uważanej za "lokajów burżuazji", pozbawianej wszelkich praw ludzkich i konsekwentnie wyniszczanej. Jak pisał Parandowski: "Społeczeństwo podzielono na proletariat, który miał być panem sytuacji, i na coś nieokreślonego, co w bogatej i przedziwnej terminologii bolszewickiej dostawało co dzień nowe nazwy. Była to burżuazja, którą stosownie do okoliczności nazywano: "białą gwardią", "dusicielami", "eksploatatorami", "ziemiańska-białogwardyjską kontrrewolucją", a inteligencję przeważnie "lokajami burżuazji". Ci wszyscy byli wydziedziczeni, prawdziwi pariasi, pozbawieni praw i czci. Bywały chwile, kiedy rząd wołał po prostu: "Róbcie sobie z nimi, co chcecie". Można ich było grabić i zabijać, i być pewnym, że żaden trybunał rewolucyjny tego nie poczyta za zbrodnię". [J.Parandowski: "Bolszewizm i bolszewicy w Rosji", London 1996, s. 106].
Pierwszym bardzo ważnym etapem niszczenia "burżuazji jako klasy" było obkładanie jej przedstawicieli niezwykle wysoką kontrybucją i gruntowne wywłaszczenie z dorobku osobistego przy akompaniamencie różnorakich poniżeń, np. zmuszania do czyszczenia latryn i koszar czekistów. Inspiracje do bezwzględnego traktowania "burżuazji" i jej wywłaszczania były na bieżąco przekazywane w bolszewickiej prasie.
Na przykład bolszewickie pisemko "Izwiestija Odiesskogo Sowieta Raboczich Deputatow" z 13 maja 1919 roku informowało: "Zgodnie z uchwałami sowietu robotniczego 13 tego miesiąca zadekretowany został dniem wywłaszczenia burżuazji. Klasy posiadające będą musiały wypełnić szczegółowy formularz, w którym spisane zostaną produkty żywnościowe, obuwie, odzież, biżuteria, rowery, kołdry, prześcieradła, srebra stołowe, naczynia i inne przedmioty potrzebne ludowi pracującemu. [...] Każdy winien wesprzeć komisje wywłaszczeniowe w tym świętym zadaniu. [...] Ci, którzy nie podporządkują się rozkazom komisji wywłaszczeniowej, zostaną natychmiast aresztowani. Stawiający opór zostaną bezzwłocznie rozstrzelani. [Cyt. za "Czarną księgą komunizmu" op. cit., s. 113].
Autor opracowania na temat sowieckiego terroru, publikowanego w "Czarnej księdze komunizmu" Nicholas Werth pisał w oparciu o jednoznaczne stwierdzenia szefa ukraińskiej Czeka Łacisa (w jego piśmie obiegowym do lokalnych oddziałów Czeka), że faktycznie wszystkie, dokonywane kosztem "burżuazji" "wywłaszczenia", trafiały do kieszeni czekistów i innych pomniejszych dowódców niezliczonych oddziałów rekwizycyjnych, wywłaszczeniowych czy Czerwonej Gwardii, które mnożyły się przy podobnych okazjach. [Tamże, s. 113].
Kolejnym etapem "wywłaszczeń" było odebranie "burżuazji" mieszkań. W bolszewickiej prasie wielokrotnie powracały różnego typu zachęty do bezlitosnego traktowania ludzi środowisk burżuazyjnych, w tym ich fizycznej eksterminacji, upokarzania "burżujów" poprzez zaganianie ich do najgorszych prac fizycznych. Temat ten wciąż powracał w wielu dziennikach bolszewickich z Odessy, Kijowa, Charkowa, Jekaternosławia, uralskiego Permu czy Niżnego Nowogrodu. [Por. tamże, s.113].
Na przykład na łamach "Izwiestii Odiesskogo Sowieta Raboczich Dieputatow" z 26 kwietnia 1919 można było przeczytać: "Ryba lubi być przyprawiona śmietaną. Burżuazja lubi władzę, która surowo karze i zabija. Jeśli więc stracimy kilkudziesięciu spośród tych łajdaków i idiotów, jeśli karzemy im zamiatać ulice, jeśli każemy ich żonom szorować koszary Czerwonej Gwardii (a byłby to dla nich niemały zaszczyt), zrozumieją wówczas, że nasza władza jest solidna i że nie ma co liczyć na Anglików czy Hotentotów". [Wg tamże, s.113].
Typowym przykładem skrajnego dyskryminowania "burżuazji" był charakterystyczny "klasowy" podział społeczeństwa Piotrogrodu pod kątem odpowiedniego ograniczenia przydziału żywności dla uznanych za "wrogie warstw społecznych".
Podział wprowadzał swoiste "cztery kategorie brzucha", głosząc na rozklejonych w różnych punktach miasta plakatach:
§ Robotnicy, posiadający poświadczenia z fabryk, dostaną: 200 gramów chleba na dwa dni, 2 jajka albo tłuszczu, albo suchych jarzyn.
§ Urzędnicy biurowi: 100 gramów chleba na dwa dni, 1 jajko albo połowę racji pierwszej kategorii.
§ Różne zawody, profesorowie, dziennikarze: 100 gramów chleba na dwa dni i połowę racji drugiej kategorii.
§ Burżuje, właściciele, dzierżawcy przedsiębiorstw, rentierzy itp.: 50 gramów chleba na dwa dni i nie mają prawa ani do jaj, ani tłuszczu, ani jarzyn. [Wg J.Parandowski: op. cit., s.107].
Według Parandowskiego traktowana przez bolszewików jako najgorsza czwarta kategoria ludzi czasami otrzymywała - w ówczesnych warunkach głodowych - "tylko po trzy śledzie, a nierzadko zapowiadano, ze wskutek braku żywności burżuje nic nie dostaną". [ J.Parandowski: op. cit., s.107].
Podobnego typu terror wobec przedstawicieli byłych klas posiadających stał się, wciąż powtarzającym się zjawiskiem przy tworzeniu kolejnych systemów władzy komunistycznej w uzależnionych przez ZSRR krajach Europy środkowo-wschodniej i w niektórych krajach azjatyckich. Szczególnie drastyczne rozmiary przybrał właśnie w krajach azjatyckich.
Jean-Louis Margolin tak opisywał na przykład pierwsze przejawy wojującego komunizmu wiejskiego w niektórych rejonach Chin na przełomie lat 1927-1928, a zwłaszcza wywoływanego przez agitację komunistycznego gwałtownego przeciwstawiania miejscowych biednych chłopów "właścicielom ziemskim": "Cała ludność zapraszana była na publiczne procesy "kontrrewolucjonistów", prawie zawsze skazywanych na śmierć, towarzyszyła egzekucjom, krzycząc "zabij, zabij" pod adresem Czerwonej Gwardii zajętej ćwiartowaniem ofiar na kawałki, które czasami pieczono i jedzono lub dawano do spożycia rodzinie na oczach innych, żyjących jeszcze skazanych. Wszyscy zapraszani byli na ucztę, w czasie której dzielono pomiędzy siebie wątrobę lub serce byłego właściciela, i uczestniczyli w wiecach - mówca stawał przed tłumem ludzi trzymających piki z wbitymi na nie świeżo ściętymi głowami". [Wg "Czarnej księgi komunizmu..." op. cit., s.440].
Przypomnijmy przy okazji, że zwyczaj wbijania ściętych głów na piki był szczególnie szeroko stosowany w czasie Rewolucji Francuskiej 1789 - 1795. Nader bezwzględny charakter miały organizowane przez komunistów chińskich działania dla radykalnej zmiany stosunków na wsi po 1945 roku. Na przykład swego rodzaju kluczowym elementem chińskiej reformy rolnej były tzw. "wiece żalu", na których zmuszano właścicieli ziemskich do publicznego kajania się przed chłopami z całej wioski. Kajających się upokarzano na przeróżne sposoby, a wielu z nich i tak zabijano. Historycy oceniają dziś, że zabito w owym czasie co najmniej po jednej osobie w każdej wiosce, a cała liczba zlikwidowanych w czasie tych "czystek" na wsi wyniosła od 2 do 5 milionów osób. [wg "Czarnej księgi komunizmu... " po. Cit., s.448].
Przed likwidacją właściciele ziemscy byli poddawani różnym formom znęcania się. Na przykład przywiązywano ich do pługa i zmuszano do pracy pod razami bata. Likwidacji kilku milionów właścicieli ziemskich towarzyszyło uwięzienie od 4 do 6 milionów kułaków w nowoutworzonych obozach. [Wg "Czarnej księgi komunizmu", op. cit., s.448,449].
Szczególnie okrutna była rozprawa dokonana zgodnie z zaleceniami komunistycznej propagandy w Kambodży. Starano się maksymalnie wyniszczyć przedstawicieli byłych warstw posiadających i inteligencji, doprowadzając do wymordowania jednej trzeciej kambodżańskiego narodu. Okrutne czystki miało ułatwić wysiedlenie wielkiej rzeszy mieszkańców miast na wieś. Jak podkreślał współautor "Czarnej księgi komunizmu" Jean-Louis Margolin stosowany wówczas odwet "służy obalaniu dawnej hierarchii zawodowej, rodzinnej, itd. W relacjach często jest mowa o zdumiewających awansach, mianowaniach na odpowiedzialne stanowiska w terenie wiejskiej hołoty (...) dyplomy stały się "zbędnymi papierzyskami" i biada tym, którzy jeszcze próbowali coś dzięki nim uzyskać. Główną cnotą stała się pokora: po powrocie do kraju ludzie z wyższych kręgów "starali się, o dziwo, o pracę polegającą na sprzątaniu ubikacji (...) bo pokonanie obrzydzenia było traktowane jako dowód przeobrażenia ideologicznego". [Wg "Czarnej księgi komunizmu"... op. cit., s.583].
Propaganda antypolska
Polska stanowiła trudną do przebycia barierę dla bolszewickich planów ogólnoświatowej rewolucji. Stąd tylekroć zauważane ogromne stężenie nienawiści do Polski w propagandzie bolszewickiej i wyjątkowo upiorny przedstawiany w niej obraz "Polski panów".
Przypomnijmy, że dowodzący sowiecką nawałą na Polskę sowiecki wódz Michaił Tuchaczewski głosił w rozkazie dziennym z 2 lipca 1920 roku: "Armia spod Czerwonego Sztandaru i armia łupieżczego Białego Orła stają twarzą w twarz w śmiertelnym pojedynku. Ponad martwym ciałem Polski jaśnieje droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach poniesiemy szczęście i pokój ludzkości pełnej mozołu. Na zachód! Wybiła godzina ataku. Do Wilna, Mińska, Warszawy! Naprzód marsz!" [Cyt. za A.L.Szcześniak: "Wojna polsko-bolszewicka 1918-1920, Warszawa 1991, s.42].
Polska traktowana jako znienawidzony partner "śmiertelnego pojedynku" musiała być więc odpowiednio zohydzana. Historyk Aleksandra J.Leinwand przytoczyła rozliczne przykłady sowieckich plakatów, wyrażających zajadłą nienawiść do Polski i Polaków. Były one wyrazem propagandy plastycznej, propagującej brutalną przemoc. Według Leinwand: "Na plakacie S.Mucharskiego pt. Czym kończy się pańska zabawa (1920 r.) widzimy na pierwszym planie brutalną scenę rzezi. Młody bolszewik z twarzą wykrzywioną wściekłością i nienawiścią kopie leżącego na ziemi starca w stroju szlacheckim i przebija go piką. Widać lejącą się krew. Obok chłop bije pana. Inni chłopi z radością witają nadciągającą Armię Czerwoną. Ukazano też delegację z odświętnie ubrana dziewczyną z ludu, która trzyma kwiaty i z robotnikami pod sztandarem ozdobionym hasłem: "Niech żyje sowiecka Polska!". Plakat ten jest wart szczególnej uwagi nie tylko jako jedno z narzędzi propagandowej wojny z Polską. Wyraża on jasno imperialistyczne zamiary Rosji Sowieckiej". [A.J.Leinwand: "Sztuka w służbie utopii", Warszawa 1998, s.213].
Liczne antypolskie plakaty były "zdobione" wojowniczymi tekstami najsłynniejszego ówczesnego poety proletariackiego Włodzimierz Majakowskiego. Tak było na przykład w jednym z okien satyry "ROSTY", plakacie powstałym prawdopodobnie w czerwcu 1920 roku z tekstem Majakowskiego wyraźnie umieszczającym Polaków na pierwszym miejscu w wyliczaniu wrogów Rosji Sowieckiej. Tekst głosił: "Towarzysze, robotnicy i chłopi! Młodzi, starcy i dzieci, pamiętajcie, że wasi główni wrogowie, to J.Piłsudski i plemię pańskie". [Tamże, s.151].
Na innym plakacie wierszyk Majakowskiego zdobił dość szczególną "scenkę rodzajową" : Dwaj czerwonoarmiści (przypuszczalnie oceniając po ubiorze: Ukrainiec i Rosjanin) wspólnie podnosili w górę nabitego na bagnety tłustego polskiego "pana" w charakterystycznym stroju szlacheckim. Wystraszony szlachcic krzyczał i upuszczał szablę.[Tamże, s. 153].
Częstokroć z wyraźną wrogością odnoszono się do różnych polskich symboli narodowych. Na przykład w wierszu dołączonym do plakatu "Walka Ententy z Władzą Radziecką" ironizowano, przekręcając fragment hymnu polskiego: "Jeszcze wszak Polska nie zginęła. Chociaż panowie o kulach". [Tamże. S. 151].
Ze szczególną nienawiścią odnoszono się do Orła białego jako herbu Polski. Dość przypomnieć choćby wypuszczony w 1920 roku przez komunistyczne wydawnictwo w Kijowie plakat ukazujący wielkiego białego orła, którego robotnik i chłop usiłowali zdeptać i zabić młotami. Pod koniec umieszczonego na plakacie propagandowego tekstu przedstawiono wizję "ginącego orła białego" i powstającej pod czerwonym sztandarem "Socjalistycznej Polski Rad". [Tamże, s. 152].
Jak wiemy ten motyw zabijania polskiego orła białego powrócił w szczególnie plugawej postaci na plakacie najeźdźczej armii sowieckiej armii sowieckiej z września 1939 roku. Pokazywał on czerwonoarmistę, który bagnetem przebijał szyję polskiego orła, z którego głowy zlatywała czapka-kofederatka. [ Tamże, s. 152].
Częstym motywem w propagandzie nienawiści przeciw Polsce i Polakom było przedstawianie Polaków jako okrutnych antysemitów, "panów-pogromszczików". Na przykład na jednym z plakatów wydanych w Odessie z 1920 roku można było przeczytać słowa: Wisielcami i krwią żydowskich robotników pokryta jest droga polskiej szlachty". [Tamże, s. 157].
Inny antypolski plakat tego typu, także opublikowany w Odessie w 1920 roku "zdobiony" był napisem: "Tam, gdzie powiewa malinowa flaga polskiej szlachty, tam leje się krew żydowskich robotników". [Tamże, s. 158].
Do najohydniejszych antypolskich plakatów należały przeróżne dzieła niejakiego W. Deni wyspecjalizowanego w ukazywaniu Polski pod postacią zwierząt, co miało wyrażać do niej szczególną pogardę. I tak na przykład na jednym z plakatów W.Deni "Świnia tresowana w Paryżu" pokazywana była utuczona świnia, siedząca na rękach generała francuskiego. Świnia miała wąsy, a na głowie czapkę konfederatkę z napisem "Jaśnie wielmożna Polska" a w łapie dokument z napisem "Granice z 1772 roku". [Tamże, s.146].
Inny plakat Deniego, opublikowany w nakładzie 75 tysięcy egzemplarzy ukazywał Polskę wściekłego psa z sumiastymi, szlacheckimi wąsami, w czapce z piórem i orłem w koronie w postaci medalionu na szyi. [Tamże, s.146].
Deni był również autorem antypolskiej litografii: "Koś we właściwym czasie!". Ukazywała ona chłopa w czerwonej rubaszce kosą ścinającego głowę polskiego pana i Wrangla. Uradowany swą "robotą" chłop z wyraźnym zadowoleniem patrzył na lejąca się krew. [Tamże, s.146]. (...)
Walka z religia
Jedną z najczarniejszych kart komunizmu stanowiła prowadzona w Związku Sowieckim bezwzględna walka z religią, okrutne prześladowanie duchownych i wiernych różnych wyznać. Decydującym czynnikiem, który przesądził o tak zajadłej walce bolszewików z religią była fanatycznie wroga religii postawa czołowych przywódców sowieckich. By przytoczyć dwie jakże wymowne w swej zajadłości opinie Lenina i Stalina.
Lenin tak pisał o religii w liście z 13 listopada 1913 roku do Maksima Gorkiego: "Wszelkie religijne idee, wszelkie koncepcje Boga są niewysłowioną wręcz podłością...jedną z najgorszego rodzaju, zarazą najbardziej wstrętnego charakteru (...) Każda obrona czy usprawiedliwienie Boga, nawet najbardziej subtelna, w najlepszej intencji, jest usprawiedliwieniem reakcji" [Cyt. za: A Zwoliński, s.124].
Z kolei Stalin stwierdził w odezwie do pionierów z 6 maja 1937 roku: "Musicie strzec się, by nie owładnęły wami obce wpływy, zwłaszcza wpływy religijne. Kto jest bezbożny, ten jest prawdziwym rewolucjonistą i prawdziwym komunistą. Jeśli zaś myślicie o Bogu, popełniacie zdradę rewolucji i zdradę komunistycznej dyktatury. Ja sam jestem bezbożny i przekonałem się, że komunizm razem z bezbożnictwem są etapami do prawdziwego socjalizmu". [Cyt. za: A. Zwoliński, s.124].
Fanatyczne poglądy antyreligijne przywódców bolszewickich znalazły odbicie w makabrycznych wręcz rozmiarach walki z religią w Związku Sowieckim. Były członek Biura Politycznego KC KPZR, a później przewodniczący Komisji Rehabilitacyjnej Aleksander Jakowlew ujawnił, że w latach 1917-1985 w Związku Sowieckim stracono ok. 200 tysięcy duchownych różnych wyznań, a dalsze kilkaset tysięcy wywieziono.
Działaniom dla fizycznej likwidacji wielkiej części duchownych towarzyszyła trwająca dziesięciolecia agresywna propaganda religijna, koordynowana przez kilkumilionową Ligę Bezbożników. W tej złowieszczej, pełnej nienawiści kampanii, niejednokrotnie uciekano się do wręcz absurdalnych oskarżeń i postulatów, mających na celu maksymalne unicestwienie działających w ZSSR wyznań i reprezentujących je Kościołów.
I tak na przykład w organie Centralnego Komitetu KP (b) Białorusi "Orka" z 14 grudnia 1929 roku z okazji Bożego Narodzenia zamieszczono m.in. następujące hasła przedświąteczne: "
1. Wytężoną pracą antyreligijną oczyścimy drogę do kolektywizacji.
2. Wzmocnimy walkę z kułakami, nepmanami i klerem.
3. Precz z "bożym narodzeniem", niech żyje ciągły tydzień roboczy.
4. Zamiast "bożego narodzenia" - dzień industrializacji i kolektywizacji.
5. Kler - najwierniejszy pomocnik kontrrewolucji.
6. Jaskinie oszustwa i obłudy - kościoły, cerkwie, synagogi - zamieniamy na ogniska kultury socjalistycznej(...)
9. Współzawodnictwo socjalistyczne jest klasowym orężem walki z religią.
10. Walczcie z pojednawczym stosunkiem do religii.
11. Wszyscy pracujący pod sztandar Związku Wojujących Bezbożników.
12. Kler katolicki to najwierniejszy sługa polskich faszystów, kapitalistów i obszarników.
13. Precz z kantyczkami i książeczkami do nabożeństwa - czytajcie i rozpowszechniajcie książki radziecki i komunistyczne gazety polskie (...)
18. Religia i wódka to dwie trucizny, które otumaniają umysł i osłabiają wolę mas pracujących do walki o socjalizm (...)
20. Pracująca młodzieży włościańska! Bądź przykładem dla starych! Nie chodź do kościoła, nie wpuszczaj do domu klechów i ich sługusów, nie wykonujcie obrzędów religijnych (chrztów, wesel religijnych, pogrzebów religijnych)" [Tekst przytaczam za książką Wschodnia granica, s.76-77].
Szokująco wręcz brzmiały takie hasła bolszewików jak: "Precz z miłością bliźniego! Nam nade wszystko potrzebna jest nienawiść!" [Cyt. za: ks. R. Dzwonkowski SAC Kościół..., s.62].
W piśmie młodych komunistów "Prawda Konsomołu" z 1929 roku (nr 28) stwierdzono, że jest rzeczą konieczną "uzbroić się w dynamit nienawiści klasowej i walczyć wszystkimi środkami przeciwko dobroduszności w walce religijnej" (Ibidem). Jedna z gazet moskiewskich głosiła w grudniu 1929 roku: "Każdy ksiądz jest antyrewolucjonistą, każdy akt religijny jest antysowiecki, ktokolwiek idzie do kościoła, ten obraża rewolucję i jej zasady" [Cyt. za: M.D'Herbigny La guerre antireligieuse en Russie sovietique. La campagne du Noël (decembre 1929-janvier 1939), Paris 1930, s.57].
W pięcioletnim planie uprzemysłowienia kraju z 1930 roku zapowiadano: "bezwzględną walkę z wszelkimi religiami w najszerszym znaczeniu tego słowa" [Wg R.Dzwonkowski SAC, Kościół... op.cit., s.60]. 5 maja ogłoszono "pięciolatkę antyreligijną, zapowiadając jako najważniejsze planowe zadanie to, iż: "Do dnia 1 maja 1937 roku na całym terytorium ZSRR nie powinno pozostać ani jednego domu modlitwy i samo pojęcie Boga winno zostać przekreślone jako przeżytek średniowiecza, jako instrument ucisku mas robotniczych" [Tamże, s.61].
Częstokroć występowano przeciwko poszczególnym duchownym ze skrajnie absurdalnymi oskarżeniami. Polskiego duchownego Rutkowskiego na przykład postawiono przed sądem tylko za to, że po wejściu milicji do Kościoła Wniebowzięcia N.M.P., nie mogąc przeszkodzić konfiskacie mienia kościelnego, ukląkł i zaczął się modlić. "To był czyn kontrrewolucyjny" - zawołał bolszewicki prokurator Krylenko. Również pracujący w tymże kościele ks. Pronckietis został oskarżony o "kontrrewolucyjne klęknięcie", rozbudzające niezadowolenie tłumu, skierowane przeciw władzom sowieckim [Por. kpt.F.Mc Cullagh, s.234].
Od początku lat trzydziestych władze sowieckie zaczęły usilnie popularyzować wśród młodzieży dość szczególne pozdrowienie na powitanie "Boga niet" i odpowiedź: "I nie nado" lub "I nie budziet". Warto tu wspomnieć o "twórczym" rozwinięciu propagandy antyreligijnej po 1945 roku przez polskich "wrogów Pana Boga".
Do najzajadlejszych pośród nich należał w czasach stalinowskich tak znany dziś filozof Leszek Kołakowski.
W tamtych czasach Kołakowski prezentował się jako jeden z najgorszych stalinowskich hunwejbinów, który gromko atakował filozofię tomizmu i personalizmu chrześcijańskiego jako rzekomy wyraz obskurantyzmu i narzędzia ucisku mas w interesie imperializmu.
Oto próbka ówczesnej stylistyki Leszka Kołakowskiego (Anno Domini 1953): "Tzw. personalizm chrześcijański stanowi zbiór kłamliwych sloganów, które pod pozorami dbałości o godność ludzką i prawa człowieka mają za zadanie usprawiedliwiać teoretycznie wszelkie najbrudniejsze praktyki polityczne imperializmu i wysługującego mu Watykanu oraz podstawy dla najbardziej reakcyjnych doktryn politycznych".
Tak pisał Kołakowski w 1953 roku w artykule publikowanym na łamach teoretycznego organu KC PZPR "Nowe drogi" [Por. L.Kołakowski, Neotomizm w walce z postępem nauk i prawami człowieka, "Nowe drogi", 1953, nr 1, s.72].
Według Kołakowskiego "obskurantyzm Kościoła jest nierozerwalnie związany z jego funkcją polityczną - z dążeniem o utrzymania mas w posłuchu i pokornej uległości wobec eksploatacji kapitalistycznej i brutalnego ucisku burżuazyjnych rządów" [Tamże, s.30].
Kołakowski zarzucał, że Kościół pragnie "skupić swoje szeregi w walce z rosnącym ruchem robotniczym, zmobilizować wiernych do obrony kapitalistycznego ustroju. Kościół musiał uznać rzeczywistość świata, żeby móc wiernych wzywać do walki w obronie jego rzeczywistości społecznej - ustroju ucisku i krzywdy" [Tamże, s.70].
W swych oszczerczych oskarżeniach pod adresem Kościoła katolickiego Kołakowski nie wzgardził sięgnięciem do najohydniejszych nawet kłamstw antykościelnych, skrajnie fałszując obraz zachowania Kościoła katolickiego w czasie wojny. Pisał, że filozofia tomistyczna, a w szczególności personalizm tomistyczny ma stworzyć mistyfikujące i załgane usprawiedliwienie tego choćby, że Watykan pierwszy wystąpił z poparciem dla oprawców hitlerowskich, gdy objęli władzę w Niemczech, że sprzyjał hitlerowskiej agresji na Związek Radziecki, a wielu biskupów polskich z lokajską służalczością wysługiwało się hitlerowskim okupantom" [Tamże, s.80].
Nowe typy komunistycznej manipulacji w latach osiemdziesiątych Przeżywający coraz wcześniejszy proces załamania gospodarczego i społecznego system komunistyczny w dobie lat osiemdziesiątych zdobył się na kolejną próbę manipulacyjnej metamorfozy. Miały być nią odgórnie realizowane przez sowieckiego przywódcę Michaiła Gorbaczowa maksymalnie nagłaśniane na pokaz, pseudoreformy "pierestrojki" i "glasnosti". Ich propagandowe nagłośnienia, stwarzające z sowieckiego przywódcy typ rzekomego jedynego w swoim rodzaju reformatora i demokraty, zyskały szczególnie ciepłe, i dodajmy naiwne, przyjęcie.
Na Zachodzie doszło nawet do prawdziwej fali popularności sowieckiego przywódcy "gorbomanii". Jak przypomniał Józef Smaga w wydanej w 1992 roku interesującej syntezie dziejów imperium sowieckiego: "Od marca 1985 trwało pasmo nieprzerwanych międzynarodowych sukcesów przywódcy ZSSR. Pisano o "gorbimanii" zachodniej, wręcz do "gorbazmie". Image Michaiła Siergiejewicza budowano zawsze w konfrontacji z "jastrzębiami" w szeregach KPZR, starającymi się - jak informowały usłużne "dobrze zorientowane" źródła - zniweczyć szlachetne zamiary genseka. (...) Dla ukochanego Gorbiego nie mogło być i nie było alternatywy: albo on, albo chaos, powrót stalinizmu, zagrożenie dla pokoju światowego" [J. Smaga, op.cit., s.381].
Jak wielki był kontrast między wciąż nagłaśnianą propagandową chwalbą wielkiego sowieckiego "demokraty" i "liberała" M. Gorbaczowa a faktyczną praktyką za jago rządów, najlepiej można się przekonać studiując zapiski na temat rządów Gorbaczowa zawarte w znakomitej książce słynnego rosyjskiego dysydenta Wladimira Bukowskiego "Moskiewski proces". Bukowski pisał m.in.: "gorbaczowska "demokratyzacja" zaczęła się od wykręcenia rąk więźniom politycznym, a Zachód aż piał z zachwytu (...). Nasiliły się bardzo represje polityczne, czyli "walka z dywersją ideologiczną wroga klasowego" (...). Wykryto 1275 samych tylko "autorów i kolporterów anonimowych materiałów antysowieckich" [W. Bukowski, Moskiewski proces, Warszawa 1998, s.299, 613].
Bukowski w pełni podpisuje się pod opinią innych obserwatorów ery Gorbaczowa, twierdzących, że faktycznie Gorbaczow "zamierzał stworzyć nowy okrojony totalitaryzm" [Tamże, s.628]. Rzekomy wielki demokrata i liberał Gorbaczow jeszcze w listopadzie 1986 roku osobiście wzywał w przemówieniu w Taszkiencie do "doskonalenia zdecydowanej i bezlitosnej walki przeciw manifestacjom religijnym", do "wzmożenia propagandy ateistycznej", do surowego karania "przedstawicieli władz, którzy uczestniczą w obrzędach religijnych" [Wg. B. Lecomte, Prawda zawsze zwycięży. Jak Papież pokonał komunizm, Warszawa 1997, s.27].
Za czasów Gorbaczowa miały miejsce jeszcze różnego typu przejawy brutalnej walki z religijnością typu opisanej przez Bernarda Lecomte historii zabrania ikon z jednego kościoła ukraińskiego i spalenia ich na polu [Tamże, s.28]. Mało się dziś pamięta, że jeszcze pod koniec rządów Gorbaczowa doszło do brutalnych interwencji wojsk rosyjskich przy tłumieniu szeregu ruchów odśrodkowych. Szczególnie skompromitowała Gorbaczowa dokonana za jego wiedzą próba rozbicia litewskiego ruchu niepodległościowego poprzez opanowanie wieży telewizyjnej w Wilnie i masakrę jej obrońców.
Autor świetnej książki o upadku Związku Sowieckiego Michael Dobbs pisał: "Masakra w Wilnie wywołała falę negatywnych emocji i lęku w całym Związku Radzieckim. Spekulowano o "konserwatywnym zwrocie" Gorbaczowa (...). kiedy rozeszła się wieść o jatce przed wieżą telewizyjną, ludzie wyszli na ulice Moskwy i innych miast, niosąc transparenty z napisami: "Gorbaczow to Sadam Husajn znad Bałtyku!" oraz "Zwróć Pokojową Nagrodę Nobla!" [M. Dobbs, Precz z Wielkim Bratem. Upadek Imperium Radzieckiego, Poznań 1998, s.409]. Józef Smaga pisał na ten temat w swej syntezie: "Wydarzenia stycznia 1991 ukazały kolejny wariant "zapierającej dech śmiałości" Gorbiego w nowej roli: laureat pokojowego Nobla z zakrwawionymi rękami" [J. Smaga, op.cit., s.383].
Znamienne, że nawet dzisiaj są w Polsce osoby powielające kłamstwa propagandowej "gorbomanii". Jednym z najbardziej wpływowych polskich wybielaczy Gorbaczowa wciąż pozostaje Adam Michnik, który na tym tle skłócił się z niektórymi znaczącymi postaciami spośród rosyjskich desydentów. Dość przypomnieć choćby słynną rosyjską dysydentkę poetkę Natalię Gorbaniewską, która uskarżała się na ostre potraktowanie przez Michnika z powodu jej krytycyzmu wobec Gorbaczowam i uznała zachowanie Michnika za "miernik złych obyczajów" [Zob. szerzej uwagi Gorbaniewskiej "Puls", nr.48/1991 i J. R. Nowak, Czarny leksykon, Warszawa 1998, s.173-174].
Innowacje "urbanowców"
Lata osiemdziesiąte przyniosły również w Polsce dość szczególne "wzbogacenie" metod propagandy komunistycznej przez innowacje propagandy urbanowskiej w dobie rządów Jaruzelskiego. Celnie podsumował je w 1998 r. autor podziemnego wydawnictwa, drukujący pod pseudonimem Rafał Szymoński. Pisał on: "W propagandzie, sterowanej przez Jerzego Urbana, absolutnie nie zależy na przekonywaniu Polaków o zaletach najlepszego ustroju na świecie. Nie zależy też na ukazywaniu wyższości komunistycznej ideologii (w mass mediach coraz rzadziej używa się słowa "socjalizm" i jego pochodnych).
Osią propagandy urbanowskiej jest, jak to nazywa Krzysztof Kruk w paryskiej "Kulturze", ponury, karli realizm, co polega na nieustannym pokazywaniu Polakom ich beznadziejnego położenia i czynienia zeń cnoty. W położeniu takim jedyną możliwością jest wybór pomiędzy złem a złem, a wobec tego należy wybierać zło mniejsze. Co zaś jest złem mniejszym - określa władza. Tak więc koncepcja "mniejszego zła" i ochrony narodu przed złem większym stała się półoficjalną legitymacją rządów gen. Jaruzelskiego.
Opinia znanego dziennikarza Dariusza Fikusa: "Dziś - i to jest istota urbanowszczyzny - władza rezygnuje ze zdobywania sobie sympatii, stawia na coś zupełnie innego, na zmęczenie ludzi, wzbudzenie niechęci i odrazy. Mają ona prowadzić do rezygnacji. Jestem przekonany, że wiele działań i publikacji ma na celu wywołanie uczucia upokorzenia i bezsilności...Jest to polityka dużo bardziej niebezpieczna od propagandy sukcesu, której absurdalność była dla większości obywateli oczywista i mogła nawet wywołać uśmiech. Śmiech jest środkiem oczyszczającym i rozbrajającym, natomiast operowanie szyderstwem i obelgą wywołuje nienawiść, rodzi uczucie bezsilności i rezygnacji" [Por. R. Szymoński, O urbanowszczyźnie i innych metodach manipulacji. Szkice o etyce dziennikarskiej i środkach społecznego przekazu, Katowice 1988, s.20-21].
Podziemny autor uznał, że najważniejszymi koncepcjami propagandy urbanowskiej są:
§ "- Koncepcja mniejszego zła.
§ Koncepcja ochrony państwa. Istotą omawianej koncepcji jest teza, że wszelkie działania, które z jakichkolwiek powodów nie podobają się władzy, podważają najwyższe dobro, jakim jest państwo. Dlatego są to działania niepatriotyczne. W ten sposób dobro państwa staje się tożsame z dobrem aktualnej ekipy.
§ Koncepcja winy narodu. Polacy pozbawieni są "instynktu państwowego", kultury politycznej i etosu pracy, obciążeni są niesławną przeszłością, kiedy to przez anarchię i warcholstwo zgubili sami siebie.
§ Koncepcja kompromitacji zwyciężonego. Każdy nurt społeczny zatrzymywany siłą jest tym samym skompromitowany i pozbawiony historycznej racji. Ważne są bowiem nie racje, popularność idei, nawet prawda. Ważna jest siła przebicia i wobec tego racja jest po stronie zwycięscy.
§ Koncepcja zohydzania. Rzecz polega na zohydzaniu w oczach społeczeństwa wszystkiego tego, co społeczeństwo uznaje za wartościowe, godne zaufania, z różnych powodów istotne. Chodzi zarówno o osoby, obdarzone rzeczywistym autorytetem, jak i o instytucje, idee, wartości, tradycje, np. Lech Wałęsa, biskup Tokarczuk itp." [Tamże, s.23-24].
Podziemny autor zwracał uwagę na to, jakie znaczenia w urbanowskiej propagandzie miała manipulacja na żywym języku, nowomowa, pozbawianie pojęć ich właściwej treści. Akcentował: "Nadawanie słowom innych treści, czy wywłaszczanie słów, używanie ich w sposób przeniewierczy, by wypełnić umysły martwą miazgą - oto wielkie niebezpieczeństwo, grożące Polakom ze strony urbanowskich środków masowego przekazu. Np. patriotą jest tylko ten człowiek, który kocha ojczyznę tylko z pozycji "aktualnie słusznych" [Tamże, s.23].
Podsumowując te uwagi, stanowiące tylko cząstkę obrazu rozmiarów manipulacji cechujących tradycyjnie już propagandę radykalnej lewicy, od jakobinów do komunistów, raz jeszcze chciałbym zaakcentować potrzebę dużo pełniejszego niż dotąd pokazywania konsekwentnego dziedziczenia przez lewicę tych samych manipulatorskich chwytów i metod szkalowania przeciwników.
Przy obnażaniu tych kłamstw ciągle nader aktualne są stwierdzenia znanego katolickiego publicysty Bohdana Cywińskiego, zawarte w wydanym w 1987 r. wydawnictwie podziemnym:
"Konieczne jest działanie dla zmiany klimatu kultury współczesnej. Kłamstwo polityczne musi zostać w niej rozpoznane jako zło podobnego gatunku, jak przemoc wobec bezbronnych czy tortura, i musi stać się dla opinii publicznej podobnie odrażające (...) rozpoznane zło kłamstwa zmniejszy jego siłę i zasięg, odbierze mu jego bezczelność"
[Por. B. Cywiński, Wobec zorganizowanego kłamstwa politycznego, Warszawa 1987].
wtorek, 11 września 2007
niedziela, 9 września 2007
| Szukaj: | zaawansowane » | ||||
| To jak nazwać coś takiego?! : |
| Minister Przemysław Gosiewski załatwił żonie swojego kolegi, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Pawła Solocha, rządową posadę wartą blisko 5 tys. euro miesięcznie - dowiedział się "Wprost". (Onet wiadomości 04.03.2007) -------------------------- Marek Kuchciński właśnie kupił za bezcen trzy hektary atrakcyjnej ziemi tuż przy granicy ukraińskiej. Szef klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości państwowe grunty dzierżawił już jako wicewojewoda podkarpacki. Teraz jako poseł PiS zaczął ziemię skupować. ("Dziennik": Onet wiadomości 03.03.07) -------------------------- Życiowa partnerka posła Filipka i były redaktor faszyzującego pisma to nowi doradcy minister pracy Anny Kalaty. Gabinet polityczny ministra pracy to przystań dla wypróbowanych działaczy Samoobrony. Właśnie zacumowali w niej kolejni młodzi politycy z partii Leppera. Nie mają dorobku, kwalifikacji, ale mają referencje od najbliższych współpracowników przewodniczącego - zaznacza dziennik. (Onet wiadomości 17.04.2007) -------------------------- Żona Grzegorza Bliźniuka, wiceministra MSWiA, dostała w resorcie męża intratną posadę. Żona wiceministra zarabia ok. 8 tys. zł miesięcznie, a na posiedzeniach musi się pojawiać raz w tygodniu, gdy zbiera się komisja. Anna Bliźniuk od roku zasiada w podlegającej ministerstwu komisji ds.Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, która zajmuje się przydzielaniem parafiom nieruchomości. To Ludwik Dorn docenił kwalifikacje małżonki, wybierając ją do komisji - mówi wiceminister MSWiA. ("Newsweek" 22.04.2007) ------------------------------ Dyrektor generalny Ministerstwa Pracy, który pracuje niespełna trzy miesiące, zdążył już zgarnąć kilkadziesiąt tysięcy złotych nagrody. Ryszard Wijas pracuje na stanowisku dyrektora generalnego w resorcie pracy od 25 listopada 2006 r. W grudniu sześć dni spędził na urlopie, kolejne dziesięć dni wolnego wziął już w tym roku. W sumie w pracy był więc około 40 dni roboczych. To nie przeszkodziło, by kierownictwo resortu przyznało mu wysoką nagrodę. Z informacji "ŻW" wynika, że w sumie dyrektor dostał 42 tys. zł nagrody ("Życie Warszawy" 22.02.2007) ------------------------- Samoobrona trzyma rękę nie tylko na pieniądzach z rolniczych agencji i KRUS. Jej działacze objęli też kluczowe stanowiska w Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Wśród nowych dyrektorów wojewódzkich oddziałów PFRON znaleźli się byli asystenci posłów Samoobrony, niedoszli radni i komendant chorągwi ZHP z Opola, który zostawił jej po sobie ponad 430 tys. zł długów. Mają zarządzać miliardami złotych dla niepełnosprawnych. Na mniej eksponowanych stanowiskach pracują w PFRON dzieci posłów Samoobrony - Stanisława Łyżwińskiego, Czesława Litwina i Lecha Kuropatwińskiego. Tydzień temu Andrzej Lepper na wojewódzkich zjazdach Samoobrony powtarzał działaczom: - Nie bójcie się, zatrudniajcie swoich'. (Onet wiadomości.18.05.2007) -------------------------------------------- Odwołanemu w trakcie kadencji Igorowi Chalupcowi - jego miejsce zajmie kolega prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Piotr Kownacki - należała się odprawa równa jego rocznej pensji zasadniczej. Po prawie dwu i pół roku kierowania płockim koncernem otrzymał więc ok. 1,5 mln zł. Nawet po zapłaceniu należnego podatku zostało mu ponad 850 tys. złotych. (Parkiet.09.02.07) ---------------------- Artur Zawisza (PiS), szef komisji bankowej, KTÓRA NIE DZIAŁAŁA OD WRZEŚNIA 2006 , otrzymywał cały czas MIESIĘCZNIE dodatek w wysokości 1. 933 złotych (brutto), a jej wiceszefowie - 1. 450 złotych (brutto). (PAP, 01.02.07) --------------------- Posłowie pojechali za publiczne pieniądze do Sławska w Lubuskiem. Dwuosobowy pokój w ośrodku Słoneczko w Sławsku kosztował 180 zł za dobę. Goście mieli do dyspozycji restaurację, bar, saunę, jacuzzi i sprzęt sportowy. A pojechało tam kilkunastu posłów z Komisji Ochrony Środowiska, na czele z Sandrą Lewandowską z Samoobrony. (`Fakt'.onet wiadomości 19.05.2007) -------------------- Rząd przygotował ustawę, która pozwoli mu obsadzać swoimi ludźmi fundacje skarbu państwa i dysponować zdobytymi przez nie pieniędzmi. W grę wchodzą miliardy złotych. (24.05.2007 onet wiadomości) ------------------ Minister pracy, Anna Kalata z Samoobrony, w ubiegłym roku z budżetu swojego resortu lekką ręką wydała na nagrody dla pracowników ponad 8 mln zł. Za to Polakom nie ma do zaoferowania nic. Albo zabiera im emerytury, albo chowa przed nimi unijne pieniądze. Anna Kalata, zausznica Andrzeja Leppera, nie żałuje pieniędzy na swoich współpracowników. Jak się dowiedział "Fakt", pani minister przyznaje im gigantyczne premie. Za co? Tego nie wiadomo, bo praca Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej już dawno utknęła w martwym punkcie. (Onet wiadomości. 19.06.07) ----------------------- (IAR, tm/04.09.2007, godz. 07:41) Ponad osiem milionów złotych wydała w ubiegłym roku na premie i nagrody dla swoich pracowników była minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata - pisze "Rzeczpospolita". -------------------- Pracownice Najwyższej Izby Kontroli, które urodziły dziecko, zostały w szczególny sposób uhonorowane przez prezesa Izby. Pracownice, które zostały matkami w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, dostały po 5 tysięcy złotych premii. (`życie warszawy, 16.05.2007) ----------------------- Prezydent wymienia meble w rezydencjach Oprócz kryształowych kredensów, bufetów i komód ze stylową tapicerką i mosiężnymi obiciami, Kancelaria Prezydenta zamówiła m.in. 10 tapczanów, 20 szafek nocnych i prawie 40 biurek. Łącznie ponad 450 różnych części wyposażenia. Po co prezydentowi nowe meble? - Z uwagi na kilkunastoletni okres użytkowania większość obecnie używanych mebli trzeba wymienić - przekonuje "Rz" Marcin Rosołowski, rzecznik Kancelarii. (31.07.07 onet wiadomości) --------------- Kierownikom państwowych jednostek organizacyjnych podległych premierowi i ministrom przywrócone zostaną "trzynaste" pensje - stanowi uchwalona w piątek przez Sejm nowelizacja ustawy o Państwowym Zasobie Kadrowym i wysokich stanowiskach państwowych. (PAP, tm/12.01.2007) ------------------------ Lubelskiemu KRUS przybyło czterech inspektorów i dwóch wicedyrektorów. Wszyscy z Samoobrony. Czy wygrali konkurs na państwowe posady? Nie, po prostu tak uchwaliła partia - czytamy w serwisie gazetawyborcza.pl. (04.05.2007) ----------------------------- Dług Polski wynosi już ponad 112 mld euro. Przez pięć lat dług zagraniczny przypadający na mieszkańca naszego kraju zwiększył się o 1000 euro do 2938 euro. (Gazeta Prawna/04.07.2006, godz. 06:36) ----------------- W 2006 zadłużenie budżetu państwa wzrosło aż o 36,9 miliardów zł i wynosi już ok 490 miliardów. Państwo ma teraz do oddania więcej, niż wynoszą jego dwuletnie dochody. ("Polityka"5/07) ----------------------- Siedem grzechów głównych rządu w sprawach gospodarki: 1 Brak inwestycji infrastrukturalnych. 2 Brak rozwiązania problemu zatrudnienia. 3 Brak prawdziwej reformy finansów publicznych i podatków. 4 Zbyt wysokie koszty pracy. 5 Powolna prywatyzacja państwowych firm. 6 Niesprawne zarządzanie spółkami. 7 Zły wizerunek Polski wśród zagranicznych inwestorów. (Gazeta Prawna/15.03.2007 ------------------- Zadłużenie Skarbu Państwa wynosi 488 mld zł, na koniec maja wzrosło wobec kwietnia 2007 roku o 0,4 proc. mdm, czyli o 1.960,1 mln zł i wyniosło 488.526,6 mln zł - podało Ministerstwo Finansów w komunikacie. Ogółem, od początku roku zadłużenie wzrosło o 2,1 proc., czyli o 10.000,2 mln zł. (PAP, pb/20.07.2007, godz. 15:36) -------------------------- Polska dostała ostrzeżenie z Komisji Europejskiej (KE), która krytycznie oceniła możliwość realizacji zobowiązań w sprawie obniżenia deficytu budżetowego. Dokument jest krytyczną oceną KE przedstawionego przez Polskę w połowie stycznia czteroletniego programu konwergencji, czyli programu zmniejszania deficytu i długu publicznego. Jeżeli Polsce nie uda się wyjście z procedury nadmiernego deficytu do końca 2007 roku to narażamy się na utratę środków z funduszu spójności, to jest około 9 mld zł rocznie --------------------- Dochód przeciętnego Kowalskiego jest o połowę niższy od średniej europejskiej - pod tym względem wyprzedzamy jedynie Łotwę. Mamy dwa razy większe bezrobocie niż Węgrzy czy Włosi i wciąż tkwimy w grupie najmniej rozwiniętych krajów UE. Polska gospodarka, choć ostatnio w doskonałej formie, rozwija się najwolniej w porównaniu z innymi państwami Europy Środkowej. Żeby dogonić np. Czechy czy Słowację, musielibyśmy mocno przyspieszyć. (13.02.07. PAP) ------------------------ Andrzej Lepper - obrońca ludu za 23 tys. zł A. Lepper Zakłada najdroższe garnitury i buty. Nie szczędzi pieniędzy na dodatki. Kto jeszcze pamięta, że Andrzej Lepper 15 lat temu, jak zwykły polski chłop, chodził w gumofilcach i wytartych spodniach, a białą koszulę zakładał tylko od święta? Oblicze wodza: 50,50 zł Garnitur: 12 000 zł Krawat: 390 zł Koszula: 800 zł Zegarek: 9000 zł Manicure: 100 zł Buty: 1200 zł ("Dziennik" 2007.03.19) ----------------------------- Jako minister rolnictwa, Andrzej Lepper otrzymywał co miesiąc od stycznia do maja nagrody po 1700 zł brutto - dowiedział się nieoficjalnie dziennik.pl. Informację tę potwierdziło Centrum Informacyjne Rządu. Andrzej Lepper miał pensję w wysokości ok. 16 tys. zł brutto, to jeszcze dostawał 1700 zł nagrody. Jak twierdzą złośliwi, nagrody przyznawał sam sobie. (Onet wiadomości.03.08.2007) -------------------------- Zobowiązania posłów Samoobrony: - Mieczysław Aszkiełowicz - 296 tys. zł; Renata Beger - 578 tys.; Krzysztof Filipek - 194 tys.; Zofia Grabczan - 80 tys.; Andrzej Grzesik - 279 tys.; Danuta Hojarska - 180 tys.; Grzegorz Kołacz - 286 tys.; Wanda i Stanisław Łyżwińscy - 685 tys.; Janusz Maksymiuk - 4 mln 964 tys. zł (z czego ponad 4,6 mln zł to zobowiązania spłacane wspólnie z innymi osobami, a 351 tys. to osobiste długi posła); Waldemar Nowakowski - 100 tys.; Waldemar Starosta - 126 tys.; Grażyna Tyszko - 381 tys.; Marek Wojtera - 935 tys. zł. A oto, co - według "Trybuny" - mają do spłacenia przedstawiciele Ligi Polskich Rodzin: Roman Giertych - 200 tys. zł; Andrzej Mańka - 90 tys.; Edward Ośko - 345 tys.; Szymon Pawłowski - 100 tys.; Bogusław Sobczak - 370 tys.; Robert Strąk - 161 tys.; Piotr Ślusarczyk - 130 tys. zł. Onet wiadomości, 12.07.07) ----------------------------- W opublikowanym w poniedziałek raporcie CER Polska została uznana za "czarną owcę" pod względem wdrażania gospodarczej strategii wzrostu i zatrudnienia. PAP 21.03.06 .----------------------------- Polskie dzieci są w najgorszej sytuacji materialnej wśród ich rówieśników z 20 innych krajów wysoko rozwiniętych - wynika z opublikowanego raportu oenzetowskiego Funduszu Pomocy Dzieciom (UNICEF). (14.02.2007. wiadomości Onet) ------------------------- Wśród wszystkich krajów UE w Polsce najwięcej dzieci - 29 proc. - żyje w biedzie - wynika z opublikowanego raportu Komisji Europejskiej. Wzywa ona Polskę do bardziej konkretnych działań na rzecz integracji społecznej i społecznego zabezpieczenia dla wszystkich. (19.02.2007 wiadomosci onet) ------------------------ Anna Kalata uwielbia rozpieszczać urzędników! Specjalnie dla swoich pracowników pani minister pracy kupiła od PKP Intercity karnety pozwalające na jazdę pociągami za połowę ceny! Oczywiście gwiazda Samoobrony nie zamierza płacić ze swojej kieszeni. (`Super Ekspres' 05.05.07) ---------------------------- Kilkanaście tysięcy złotych na usługi wizażystki wydaje co miesiąc z budżetu resortu pracy minister Anna Kalata . Pierwszą umowę z wizażystką rekomendowana przez Samoobronę minister pracy zawarła pod koniec 2006 roku .Za jej usługi zapłaciła 11 tys. zł. (Wprost pl, 2007-01-27) ----------------------------- Pensja posła to 9669 zł. Za pracę w komisjach (udzielają się w kilku) dodatkowo otrzymują 10-20% uposażenia. Na wydatki związane z wykonywaniem mandatu otrzymują 2471 zł miesięcznie. DIETA JEST WOLNA OD PODATKU I NIE MOŻE BYĆ ZAJĘTA W DRODZE EGZEKUCJI. Na utrzymanie biura poselskiego każdy poseł otrzymuje 10150 zł, na noclegi poza miejscem zamieszkania i W-wą 7600 zł. Za darmo ma pociągi i przejazdy komunikacją miejską, otrzymuje każdorazowo na służbowe za granicę darmowe bilety w klasie biznes. Za darmo może wysłać 1500 listów rocznie. W 2006 roku poczta wystawiła Kancelarii rachunek na sumę 1,4 mln zł. Do obsługi 460 posłów Kancelaria zatrudnia od sprzątaczek i hydraulików po ekspertów i prawników ponad 1200 osób. Ich średni zarobek (bez dyrektorów i wicedyrektorów) to 3,9 tys zł. Wydatki Kancelarii Sejmu w 2007 r. to 352,4 mln zł, czyli ponad milion więcej niż w roku 2006. Połowa tych pieniędzy to świadczenia poselskie, reszta to koszt działalności komórek poselskich. (`Polityka') --------------------- Najlepiej określił to J. Kurski:" Trzeba jasno powiedzieć, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden z działaczy czy zwolennik naszej partii, który wykrwawiał się w kampaniach wyborczych, nie może cierpieć głodu i niedostatku. Ci ludzie muszą w satysfakcjonujący sposób przejąć władzę w części sektora podległego rządowi." (zjazd pomorskiego PiS) Już jaśniej, o co tej partii chodziło, nawet Kaczyński by nie powiedział. ---------------------------- Tanie państwo wygląda tak, że w budżecie na Kancelarię Premiera i 16 ministerstw przeznaczono 1,7 mld. zł tj o 300 mln więcej niż przed rokiem. Powstały trzy nowe ministerstwa i 3 tys. nowych etatów. W urzędach centralnych wzrosły wydatki na bilety lotnicze. Przybyło 100 samochodów służbowych. Firmowe auta trzeba wymieniać na nowe po 5 latach, tylko dlaczego każdy urzędnik musi przesiadać się do limuzyn klasy E? prof. W. Kieżun, autorytet w dziedzinie zarządzania: "w gabinetach polskich prezydentów miast są hebanowe biurka, plazmowe telewizory, a na ścianach wiszą prawdziwe dzieła sztuki. Natomiast kanadyjski premier ma takie meble jak referent w jego kancelarii. Te standardy obowiązują w całej kanadyjskiej administracji. " ("Polityka") ------------------------- Lepper w roli wicepremiera kosztował nas ponad milion złotych. Ochrona na okrągło 400 tys. do tego koszt utrzymania limuzyn ponad 100 tys., następnie 90 tys na zagraniczne podróże, 210 tys. loty samolotami rządowymi po kraju, no i drobiazg, pensje Leppera i świty: 210 tys.zł (`Polityka') -------------------------------- W rządzie premiera Marka Belki było tylko 83 doradców i asystentów politycznych. W ekipie premiera Jarosława Kaczyńskiego jest ich już o ponad 60 proc. więcej. (`Życie warszawy') ------------------------- Na utrzymanie Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w przyszłym roku wydamy aż 160 mln złotych, czyli o 20 mln więcej niż potrzebował krytykowany za rozrzutność Aleksander Kwaśniewski. Na utrzymanie pana prezydenta podatnicy będą musieli wydać o 10 mln więcej niż w tym roku. Będzie to też o 20 mln więcej niż w ostatnim roku prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego - precyzuje Jolanta Szymanek-Deresz, była szefowa Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Dlaczego, skoro miało być oszczędniej? Posłowie PiS, nie potrafią tego wytłumaczyć, a Kancelaria również nie odpowiedziała na to pytanie. Co składa się na tak ogromny budżet prezydenta? Na przykład na wynagrodzenie dla pracowników. W okresie rządów Lecha Kaczyńskiego stan etatów w jego kancelarii wzrósł z 280 do ponad 330. Dla nich Kancelaria chce kupić ponad 70 nowoczesnych laptopów i komputerów za kilkaset tysięcy złotych. Na zakup nowych samochodów i remonty pomieszczeń dla nowych urzędników ma być wydane prawie 18 mln. Inne wydatki to paliwo dla samochodów i rachunki za telefony - 96 mln. Na odznaczenia Kancelaria chce przeznaczyć aż 3,7 mln. Pieniądze pójdą też na utrzymanie rezydencji. (`Metro') Jeszcze przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi Lech Kaczyński twierdził, że urząd prezydenta musi cechować pewien prestiż, ale uznał, że styl Aleksandra Kwaśniewskiego jest zbyt wystawny. Już w budżecie na 2006 rok na wniosek posłów PiS prezydencka kancelaria otrzymała 150 mln zł. W roku 2007 ma być jeszcze więcej. ------------------------------ Rozpisano przetarg na nowe nowe luksusowe wozy dla notabli. 33 miliony złotych ma pójść w tym roku z budżetu państwa na nowiutkie samochody. W sumie rząd chce kupić 456 aut dla urzędników rządowych, wojewódzkich i z agencji państwowych. Na 550 tysięcy wszystkich biurokratów w Polsce mamy aż 50 tysięcy samochodów. (`Fakt' 28.04.2007) ------------------------ IPN dostanie dodatkowe 20 mln zł na pensje Instytut Pamięci Narodowej dostanie dodatkowe 20 mln zł na zwiększenie wynagrodzeń, a Biuro Ochrony Rządu dodatkowe 15,5 mln zł na zakup sprzętu - zdecydowała sejmowa Komisja Finansów Publicznych, przyjmując wniosek o zmianę przeznaczenia rezerwy celowej w budżecie na 2007 r. (Onet wiadomości 23.05.2007) ---------------------------- |
Archiwum bloga
-
▼
2007
(14)
-
▼
września
(14)
- witam znowu proba postu:)
- Po co to pisze?
- i jeszcze bardziej z prawej, takie sobie smieszne ...
- To nie Kaczynscy sa tragedia! Oni sa bezwzglednymi...
- Minister Zero!
- a moze byc tak pieknie, tak spokojnie, normalnie
- Troche z prawej
- Do najważniejszych wspólnych cech propagandy lewic...
- Podstawa teoretyczna z lewej strony
- Cześć Żuczku - Do MM
- OJCIEC MAYBACH
- Szukaj: ...
- Czecho
-
▼
września
(14)

To byl wyjatkowy rok, takiego nie mielismy od 17
lat:
- pierwszy raz od 17 lat do marszałka sejmu
wplywa
wniosek aby Jezusa Chrystusa oglosic królem, a na
komendzie mozna zamówić taxi lub pizze.
Wszystko zaczelo sie od kampanii partii zwanej
zartobliwie prawem i sprawiedliwoscia, pod
wdziecznym Tytulem "My dotrzymujemy slowa".
- W ramach "my dotrzymujemy slowa" - "jesli mój
brat zostanie prezydentem, ja nie zostane
premierem", premierem zostal atrakcyjny
Kazimierz,
pierwszy produkt medialny w Europie Srodkowej.
Rodzime "Truman Show" potrwalo pól roku, w tym
czasie w ramach "my dotrzymujemy slowa" w kwestii
taniego panstwa, powstalo najwiecej w historii
wolnej Polski
nowych ministerstw i sekretarzy stanu, z
ministerstwem sledzi i morza na czele, mamy
najwiecej
w historii Polski marszalków sejmu i senatu oraz
4
wicepremierów.
- Dwukrotnie TK zanegowal ustawy przeglosowane w
odstepie kilku miesiecy, co jest absolutnym
rekordem. Mielismy w ciagu roku 3 rzady, w ramach
tych samych partii 3 rodzaje koalicji na trzech
róznych pakietach umów, do tego dwóch premierów,
pieciokrotnie byl wymieniany minister finansów.
Jesli mój brat zostanie prezydentem, ja jednak
zostalem premierem, poniewaz premier, który ma
78%
poparcia spolecznego byl za slaby, wymienilismy
go
na premiera, który ma 33% poparcia, a premier
który mial 78% poparcia przegral wybory na
prezydenta Warszawy.
- Pierwszy raz od 17 lat Polska zobaczyla
masówke,
160 cm kompleksów spedzilo sluchaczy radiowezla z
Torunia do stoczni i uroczyscie przysiegalo nie
rozmawiac z Lepperem, po czym polazly i gadalo,
ale o tym za chwile.
- Pierwszy raz od 17 lat w ministerstwie
sprawiedliwosci w randze Wiceministra zasiadl
sedzia stanu wojennego i w randze ministra
koordynatora komunistyczny prokurator z lat 70.
Takiej kadry nie mial nawet Leszek Miller. Na
fali
rewolucji moralnej marszalkiem sejmu, a nastepnie
premierem wybrano 4 krotnego recydywiste, czlonka
powolanej przez SB grupy politycznej, na co
dokumenty widzial brat. Premiera recydywiste
zdymisjonowano za warcholstwo, co bylo ewidentnym
chamstwem, by nastepnie w nocy bez kamer tuz po
projekcji filmu o JPII wskrzesic i wsadzic na
szczyty wladzy.
- Od 17 lat nie mielismy w rzadzie koalicyjnym
klubu, który w ponad 50% sklada sie z oskarzonych
lub skazanych prawomocnymi wyrokami poslów,
znajdziemy w IVRP odnowy moralnej, posla
pedofila,
poslanke skazana za falszowanie przepustek
wieziennych, europosla
oskarzonego o gwalt, rodzimego posla oskarzonego
o
gwalt, jego zone oskarzona o defraudacje,
poslanke, która zaslynela, jako operatorka scen
korupcyjnych, a nastepnie zostala skazana przez
komisje etyki i ta sama komisja uniewinnila
poslów
korumpujacych poslanke. Znajdziemy posla
wyrzuconego z klubu PiS za jazde po pijaku, jest
posel wywalony z SO za awantury w dyskotece, jest
równiez posel powolujacy sie na znajomosci z
ministrem sprawiedliwosci w czasie egzekucji
komorniczej, za co zostal wywalony z SO, caly ten
kwiat polskiego parlamentaryzmu tworzy koalicyjne
kolo narodowo - ludowe.
- Pierwszy raz od 17 lat minister sprawiedliwosci
80% czasu pracy poswiecil na konferencje,
pierwszy
raz minister pokazal spoleczenstwu jak sie
niszczy
dokumenty przy okazji sprawy politycznej, gdzie o
6.50 prokuratura wkroczyla do PZU na wniosek
posla
Kurskiego, czlonka sztabu wyborczego PIS, który
oskarzyl Donalda Tuska o falszerstwa polegajace
na
kupowaniu bilbordów od PZU. Jak sie okazalo nie
bylo ani jednego swiadka potwierdzajacego slowa
Kurskiego, firma obslugujaca PZU obslugiwala PIS
nie PO, a sedzia w tej sprawie byl minister,
który
byl szefem kampanii wyborczej PiS. Sprawe
umorzono, posel Kurski blaga na kolanach o ugode.
To samo ministerstwo sprawiedliwosci w ciagu roku
zresocjalizowalo Rywina, wypuscilo
Jakubowska i Jakubowskiego, lamiac prawo
aresztowalo Wasacza, nie wyjasnilo ANI JEDNEJ
SLYNNEJ AFERY lacznie z afera Rywina, która
obecny
minister jako czlonek komisji pono rozwiazal w
ulamku sekundy, tylko ówczesne wladze blokowaly
sledztwa.
- Pierwszy raz od 17 lat rzad, który popieral
lustracje zamknal do spólki z klerem usta ksiedzu
Sakowiczowi, prezydent podpisal wadliwa ustawe
lustracyjna, a nastepnie sam znowelizowal ja do
poziomu ustawy, która obowiazywala wczesniej. Nie
zlapano ani jednego czlonka ukladu, nie
odebrano emerytury ani jednemu ubekowi, za to
opluto wielu opozycjonistów, w tym niezyjacych
jak
Jacka Kuronia i uczynil to czlowiek, który nie
spedzil ANI JEDNEGO DNIA W KOMUNISTYCZNYM
WIEZIENIU, A W CZASIE STANU WOJENNEGO JAKO JEDYNY
OPOZYCJONISTA Z KREGU WALESY SIEDZIAL U MAMUSI
POD
PIERZYNA. Na
tym tle pokazuje sie najbardziej czytelny podzial
w IVRP. Komunisci dziela sie na pisowych i
pozostalych, z tym, ze pisowi tacy jak Gierek,
Jasinski, Kryze, to dobrzy komunisci, pozostali
sa
z ukladu. Z ukladu sa tez wszyscy czlonkowie
opozycji i media, z tym, ze w tym wypadku wazny
jest kontekst i przydatnosc "ukladowa". Znany
polityk opozycji najpierw dostal propozycje
objecia rzadu IVRP, potem ogloszono go morderca
demokracji, by znów
zaproponowac mu miejsce w rzadzie.
- Pierwszy raz od 17 lat rzad, który nie zrobil
nic w kwestiach gospodarczych, nie wydal
najmniejszego dokumentu, chocby najnizszej wagi
regulujacego jakikolwiek obszar gospodarczy,
okrzyknal sie twórca 1 punktowej inflacji i PKB
na
poziomie 5 pkt. Pierwszy
raz szef kancelarii prezydenta, który wylecial z
niej za prowadzenie spólki z baronem SLD
Nawratem, która to spólka jest ulubiencem
prokuratora, po kilku miesiacach karencji zostal
szefem doradców premiera.
- Pierwszy raz od 17 lat ministrem spraw
zagranicznym jest kierowniczka magla, która nie
odróznia dwóch najwazniejszych dla Polski
traktatów regulujacych stosunki z sasiadami.
- Pierwszy raz od 17 lat 8 ministrów spraw
zagranicznych, a wiec wszyscy uznali polska
polityke zagraniczna za szkodzaca i osmieszajaca
kraj.
- Nigdy dotad w historii 17 letnich zmagan z
demokracja, prezydent nie odwolal spotkania na
szczycie tlumaczac sie rozwolnieniem wywolanym
artykulem w niemieckim brukowcu.
- Nigdy dotad polski premier nie zebral o 4
minuty
rozmowy z prezydentem USA by w jej trakcie oddac
z
wdziecznosci 1000 polskich zolnierzy na misje
"pokojowe".
- Nie zdarzylo sie od 17 lat, aby polski premier
musial sie tlumaczyc w Brukseli, ze Polska nie
jest krajem antysemickim, w którym króluje
homofobia i nigdy podobnych tlumaczen nie uznano
za sukces dyplomatyczny.
- Nie zdarzylo sie w wciagu 17 lat by prezydent
wyglosil 2 minutowe oredzie, oznajmiajac, ze nie
rozwiaze parlamentu.
- Nie bylo takiego przypadku by ministrem
edukacji
zostal szef organizacji, której obecni, przyszli
lub byli czlonkowie palili pochodnie w ksztalcie
swastyk, udawali kopulacje z drzewem, oraz miedzy
soba.
- Nie pamieta Polska takiego przypadku, by
czlonkowie koalicyjnego rzadu, podawali rekoma
weterynarzy srodki wczesnooporonne przeznaczone
dla bydla kobietom zgwalconym przez innych
czlonków.
- Nie mial nigdy miejsca taki przypadek by
premier
i prezydent z tytulami naukowymi tak kaleczyli
jezyk polski, mówiac "wlanczam", "som",
"swietobliwosc Biskup Rzyma", oraz mlaskali,
oblizywali wargi, odbijali w kulak, a pierwsza
dama zasuwala do samolotu z
reklamówka.
- To byl najciekawszy rok od 17 lat, polskie
wladze w ciagu roku wykreowaly i sprzedaly taki
wizerunek Polski, który swiat pamieta z poczatku
XIX wieku.
- W ciagu tego roku nasze stosunki z Niemcami, UE
i Rosja zatoczyly kolo i wrócily do czasów Ukladu
warszawskiego i RWPG.
- W ciagu tego roku wystapila najwieksza fala
emigracji od czasów stanu wojennego.
- Z 3 mln mieszkan nie powstalo ani jedno w
ramach
programu rzadowego, z setek kilometrów autostrad
w
przyszlym roku powstanie 6 km odcinek, stadionu
narodowego w Warszawie nie bedzie, poniewaz
wygral
niewlasciwy kandydat.